Reklama

Grupa finansowa z małych liter

Z Przemysławem Morysiakiem, wiceministrem skarbu odpowiedzialnym za instytucje finansowe, rozmawia Tomasz Brzeziński

Publikacja: 31.03.2004 09:28

Podał Pan niedawno, że wpływy ze sprzedaży akcji PKO BP mają wynieść około 3 mld zł. To niewiele. Nie wierzycie w sukces tej prywatyzacji?

Powoływałem się na szacunki, które były użyte przy konstruowaniu budżetu na 2004 r. Zaznaczam jednak, że były to jedynie szacunki. Na razie oficjalnej wyceny nie ma - jej przygotowanie jest jednym z obowiązków doradcy prywatyzacyjnego. Oczywiście, wiele instytucji ma własne wyliczenia. Z tego, co czytam, wynika, że wartość PKO BP waha się od 13 do nawet 20 mld zł. W związku z tym, jeśli przyjmiemy dolną granicę, to sprzedaż 30% akcji PKO BP powinna przynieść około 4 mld zł, jeśli jednak górną, to przychody ze sprzedaży tego pakietu mogą wynieść 6 mld zł. Nie zapominajmy jednak, że wprowadzenie PKO BP na giełdę jest wartością samą w sobie - dzięki niej uzyskujemy wycenę banku. Obecność tak dużej instytucji na warszawskim parkiecie czy kolejnych, których debiuty są już zaplanowane, pozwoli nam realnie i bardzo szybko oszacować wartość posiadanego przez SP majątku.

Sytuacja na giełdzie może się zmienić, a z nią spadnie wycena majątku.

Tak, ale nie zmienia to faktu, że giełda jest istotną platformą dla ustalania ceny. Poza tym, w przypadku PKO BP nie chodzi nam wyłącznie o maksymalizację przychodów z prywatyzacji.

A o co jeszcze.

Reklama
Reklama

PKO BP jest podmiotem, który z sukcesem przeszedł program naprawczy...

Dopiero co...

Ale przeszedł. To jest fakt. Nie zaprzeczy pan, że dzisiaj PKO BP ma wystarczające środki własne, które umożliwiają mu spełnianie ustawowych wymogów bezpieczeństwa. Dysponuje największymi na polskim rynku aktywami. Wypracowuje też najwyższe w sektorze zyski. To wszystko powoduje, że nie potrzebuje inwestora branżowego, czy tym bardziej strategicznego. Ma jednak pewien problem. Jeżeli będzie chciał się dalej rozwijać, musi mieć dostęp do źródeł finansowania.

Ale Pan sam wskazał źródło - zyski. Najwyższe w sektorze.

Tak. Ale pamiętajmy, że mogą to być albo zyski jednorazowe, albo wynikające z cyklu koniunktury. Trzeba pamiętać jednak o planach rozwoju i może się okazać, że same zyski, nawet najwyższe, nie wystarczą. Dlatego musimy stworzyć na przyszłość stabilne źródło pozyskiwania środków. Nie łudźmy się, dzisiaj budżet państwa ze swoimi problemami nie jest w stanie sfinansować potrzeb rozwojowych.

Rozumiem, że takim źródłem jest giełda.

Reklama
Reklama

Tak. Uważam, że jeśli bank nie potrzebuje wsparcia ze strony inwestora branżowego, to najlepszym miejscem do pozyskania funduszy na rozwój jest dla niego rynek publiczny. Wprowadzając PKO BP czy inne spółki na giełdę, Skarb Państwa nie traci nad nimi kontroli, o co postulują politycy.

MSP planuje na razie sprzedaż 30% akcji PKO BP. Po przydzieleniu 15% akcji pracownikom, w rękach Skarbu Państwa pozostanie 55%. Twierdzi Pan, że giełda jest najlepszym miejscem na pozyskanie środków na rozwój. Rozumiem zatem, że z czasem w wyniku podwyższenia kapitału udziały SP ulegną rozwodnieniu.

Tak. Pytanie tylko, kiedy, o ile. Na razie rozmowa na ten temat jest zbyt wczesna. W poniedziałek zakończyliśmy wybór doradcy przy prywatyzacji PKO BP. Dopiero przeprowadzone przez niego analizy dadzą nam asumpt do tego, aby podjąć decyzje co do określonej struktury sprzedaży akcji w ofercie publicznej. Zgodnie z decyzją rządu, zaplanowano sprzedaż do 30% akcji PKO BP.

A nie 35%?

Nie. Zaplanowano sprzedaż do 30% akcji. Może to oznaczać, że sprzedamy cały ten pakiet, ale też np. 20%, w zależności od tego, jaka będzie sytuacja na rynku kapitałowym. To oznacza, że nadal będziemy mieli pakiet większościowy, przekraczający 51%, co samo w sobie jest wystarczającym zabezpieczeniem. W rządowym programie prywatyzacji znajdują się zapisy, że kontrola może być sprawowana poprzez pakiet właścicielski bądź dzięki np. zapisom w statucie danej spółki.

Komisja Europejska zwraca uwagę na równe traktowanie akcjonariuszy.To prawda. Ale ustawodawstwo unijne dopuszcza również możliwość wprowadzenia do statutu zapisów chroniących spółkę przed wrogimi przejęciami czy utratą kontroli. Dlatego musimy się zastanowić nad tym, co zrobić, by taka instytucja, z takim potencjałem jak PKO BP była instytucją narodową.

Reklama
Reklama

Nie obawia się Pan, że MSP ogłaszając plany powołania narodowej grupy finansowej zwiększa liczbę czynników ryzyka, które inwestorzy będą musieli uwzględnić kupując akcje PKO BP? Po co płacić za coś, co za chwilę będzie znacjonalizowane?

A kto powiedział, że tak będzie?

Rozumiem, że jeśli MSP chce powołać taką grupę, to również będzie chciało sprawować nad nią kontrolę. Dlatego inwestorzy kupując akcje PKO BP, zapłacą za coś, co nie będzie ich własnością.

Własnością inwestorów będą akcje, a więc i prawa, które z posiadania ich wynikają.

Proszę wybaczyć, ale minister Kaniewski w trakcie debaty prywatyzacyjnej w Sejmie nie był łaskaw przedstawić szczegółów powołania takiej grupy.

Reklama
Reklama

Ale wiceminister Morysiak już tak. Bo gdyby dziennikarze podjęli trud spędzenia 12 godzin na debacie prywatyzacyjnej, to usłyszeliby rozwinięcie koncepcji powołania narodowej grupy finansowej. Nasze propozycje spotkały się z aplauzem posłów.

Których?

Z lewa, prawa i ze środka sali.

Ilu posłów może być o tej porze na sali sejmowej, kilku?

Na pewno było dużo więcej, bo o godz. 19.00 odbywały się głosowania. Po nich minister skarbu odpowiadał na około 200 pytań zadanych w trakcie debaty, w tym na dotyczące powołania narodowej grupy finansowej.

Reklama
Reklama

Nie było nas. Dlatego też w imieniu własnym, moich kolegów, a przede wszystkich czytelników Parkietu, uprzejmie proszę o przedstawienie przynajmniej streszczenia tej koncepcji.

Nie chodzi nam o to, aby stworzyć nowy byt prawny, który spowodowałby nowe rozdanie na rynku. Tak to, niestety, zostało odebrane, bo większość odbiorców wysłuchała jedynie krótkiego porannego wystąpienia ministra Kaniewskiego.

To o co? O hasło?

To nie jest tylko hasło. Chcemy stworzyć ramy prawne, które umożliwią koordynację pewnych wspólnych działań PKO BP i PZU. Pozwolą na ściślejszą współpracę tych instytucji, już dzisiaj zresztą współpracujących.

Na razie PKO BP sprzedał nieco ponad tysiąc polis PZU. To niewiele.

Reklama
Reklama

Przyzna pan jednak, że współpraca się rozpoczęła. Są już widoczne efekty w zakresie sprzedaży produktów ubezpieczeniowych w sieci banku. Chcemy jednak stworzyć ramy prawne, które uwzględnią wpływ tych instytucji na polską gospodarkę i zapewnią jej stabilny rozwój. Dlatego w najbliższym czasie przygotujemy ustawę, która będzie zapewniała utrzymanie odpowiednich relacji pomiędzy tymi instytucjami. Jedno mogę zapewnić, że projekt ustawy na pewno nie będzie w sposób administracyjny łączył tych dwóch instytucji. Absolutnie nie mamy takiego zamiaru.

Przecież nie potrzebna jest decyzja administracyjna, by obie spółki połączyć. Wystarczy delikatna sugestia ze strony właściciela, a zarządy podejmą stosowne działania.

Ale taka możliwość istnieje obecnie, bo przecież Skarb Państwa ma większość głosów na WZA zarówno PKO BP, jak i PZU. Na razie nikt tego nie robi.

Minister Kaniewski mówił, że narodowa grupa finansowa będzie składać się m.in. z PKO BP i PZU. Które podmioty zostaną członkami tej elitarnej grupy?

Na razie mówimy przede wszystkim o PKO BP i PZU. Nie zapadły decyzje co do ostatecznego kształtu. Na razie analizujemy różne warianty. Chcemy stworzyć akt prawny, który umiejscowi pewne podmioty w kręgu instytucji narodowych. Nie oznacza to jednak, że będą one sterowane ręcznie. Chcemy wyodrębnić grupę instytucji, które mają określone znaczenie dla interesu narodowego. Niewykluczone więc, że oprócz PKO BP i PZU znajdą się w niej również inne podmioty.

Szczegółowa koncepcja miała być przedstawiona w tym tygodniu.

Tak, ale projekt ustawy może mieć kilka wersji. A mówimy tu tylko o jednym jej fragmencie, dlatego też nie przesadzajmy i nie zakładajmy, że nic nie może się zmienić. Mówimy przecież o narodowej grupie finansowej nie z dużych, ale małych liter. Dlatego też tą ustawą nie określamy grupy podmiotów, które podlegać będą konsolidacji.

Czy to oznacza, że powiązań takich nie będzie?

Nie wykluczamy ich w przyszłości, ale na pewno nie będą one wynikiem decyzji administracyjnych. Zapewniam, że nie będzie tak, że minister skarbu podejmie decyzję o połączeniu tych firm, niezależnie od tego, czy będzie się to opłacać, czy nie.

Czy jest teraz taki zamiar?

Nie. Choć w ustawie nie będzie zapisów, które by taką konsolidację uniemożliwiały.

No dobrze, a co na to mniejszościowi akcjonariusze.

Nie zrobimy nic, przynajmniej mamy taki zamiar, co wymagałoby zgody mniejszościowych akcjonariuszy i godziłoby w ich interesy.

Deklaracje, deklaracjami. Projekt ustawy trafi do Sejmu, a posłowie zrobią i tak co będą chcieli.

Nie zwalnia to nas z jej przygotowania.

Kiedy można oczekiwać, że ostateczny projekt tej ustawy zostanie przedstawiony opinii publicznej?

Sądzę, że w najbliższym czasie nasza propozycja zostanie przekazana do uzgodnień międzyresortowych.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama