W ubiegłym roku na amerykańskich giełdach zadebiutowały zaledwie 83 spółki, a łączna wartość ofert wyniosła 16 mld USD - wynika z danych firmy Thomson Financial. To był najgorszy wynik od lat 70. ubiegłego wieku. Ożywienie w debiutach można było już zaobserwować latem 2003 r. Wtedy z giełd zaczęły nadchodzić sygnały o wzroście zainteresowania akcjami. W ub.r. wskaźnik Nasdaq Composite, mierzący koniunkturę w branży nowoczesnych technologii, wzrósł aż o 50%, a szeroki wskaźnik rynku S&P 500 zyskał 26%. Do funduszy powierniczych napłynęło netto 80 mld USD. Te dobre dane z rynku w połączeniu z 4-proc. wzrostem gospodarczym stworzyły odpowiednie warunki dla debiutów spółek.
Na razie jednak nie ma co liczyć na powtórkę z 1999 r., kiedy na amerykańskich giełdach pojawiło się aż 486 nowych firm, głównie z branży high-tech. - Można powiedzieć, że rynek pierwotny przeżywa teraz renesans, ale nie boom - stwierdził na łamach strony internetowej magazynu "Forbes" Marshall Sonenshine, dyrektor nowojorskiej firmy, zajmującej się doradztwem inwestycyjnym Sonenshine Pastor. Jego zdaniem, obecnie oferty są znacznie bardziej zróżnicowane. Zarówno w ujęciu sektorowym, jak i geograficznym. W 1999 r. aż 60% firm, które zadebiutowały na giełdzie, reprezentowało branżę high-tech. W tym roku odsetek ten wynosi 29%, a najaktywniejsze są spółki związane z ochroną zdrowia. Stanowią one 32% wszystkich tegorocznych debiutantów na giełdach w Stanach Zjednoczonych. Wśród innych branż aktywnych na rynku pierwotnym można wymienić: energetykę, finanse i telekomunikację.
Ponadto jakość spółek wybierających się na giełdę jest wyższa niż przed czterema laty. Wartość IPO jest też mniejsza. W tym roku zaledwie dwie firmy przeprowadziły emisje o wartości przekraczającej miliard dolarów. Były to: producent półprzewodników Semiconductor Manufacturing International (w marcu pozyskał z rynku 1,8 mld USD) oraz firma ubezpieczeniowa wydzielona z grupy finansowej Fortis - Assurant (1,76 mld USD).