Dziesięcioletnie obligacje amerykańskie zanotowały największy kwartalny wzrost cen od 2002 r. Inwestorzy mają bowiem coraz większą pewność, że z uwagi na brak optymistycznych wieści z rynku pracy, Rezerwa Federalna wstrzyma się z podwyżkami stóp procentowych do przyszłego roku. Co ciekawe, na początku stycznia tylko jeden z 55 ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberga - przedstawiciel Credit Suisse First Boston - trafnie przewidział, że w pierwszych miesiącach roku rentowność wspomnianych papierów spadnie poniżej 4%. Rentowność, która zmienia się w przeciwnym kierunku niż cena, spadła z 4,35% na koniec ub.r. do 3,84% na koniec marca.
"Dziesięciolatki" w Europie zwyżkowały w ciągu ostatnich trzech miesięcy po raz pierwszy od trzech kwartałów. Przede wszystkim dlatego, że podtrzymanie ożywienia gospodarczego zostało zagrożone przez aprecjację euro do innych walut. Zdaniem analityków, obligacje mogą jeszcze zdrożeć, jeśli Europejski Bank Centralny skłoni się wreszcie ku cięciom stóp.
Papiery amerykańskie o terminie wykupu powyżej 10 lat, uwzględniając zmiany cen i wypłaty odsetek, przyniosły przeciętny zysk 4,7%. Lepiej wypadły tylko analogiczne instrumenty emitowane przez Szwecję, dając zysk 5,1%. Na papierach dłużnych Niemiec można było zarobić 3,8%. Obliczany przez J.P. Morgan indeks obligacji rynków wschodzących wzrósł o 3,03%.
Średnią stratę 0,6% przyniosły natomiast ponaddziesięcioletnie rządowe papiery Japonii. Widząc wyraźne ożywienie gospodarcze (PKB w IV kw. wzrósł najbardziej od 1990 r.), inwestorzy preferowali inne lokaty, np. akcje. Indeks giełdy w Tokio Nikkei 225 zyskał w pierwszych trzech miesiącach roku 9,7%. Powoli do łask wracają inwestycje w nieruchomości.
Bloomberg