Reklama

Co ma utonąć...

Publikacja: 03.04.2004 11:01

Wydawałoby się, że gdzie jak gdzie, ale w Ministerstwie Skarbu Państwa powinniśmy się spodziewać jakichś dynamicznych działań. Już od wielu lat nie odbyła się żadna oferta publiczna, a pojedyncze transakcje wynikają raczej z przymusu. A to trzeba sprzedać hutę zagrożoną upadkiem, a to w Sylwestra wykazać się nagle przychodami z prywatyzacji. Słuszne założenie, że średni okres trwania ministerialnego żywota dochodzi najwyżej do kwadratu długości bytowania motyla bielinka kapustnika, zniechęca raczej do podejmowania wiekopomnych decyzji zaplanowanych na pokolenia. Toteż kolejni ministrowie ukuli już powiedzenie, że ich główne zadanie to zarządzanie majątkiem państwowym i zwiększanie jego wartości, a nie wyprzedaż dla podreperowania wpływów budżetowych. Dobrze też wypadają różne koncepcje prywatyzacji całych branż albo tworzenie państwowych holdingów, względnie integracja pozioma lub pionowa jak korytarze w biurowcu Agory.

Prawda jest jednak taka, że albo skomplikowanych planów nie da się zrealizować, albo nie ma na to wielkiej chęci. Tak czy owak nie prowadzi to z reguły do prywatyzacji. Trudno wyjaśnić, dlaczego na Węgrzech czy w Czechach nikomu nie przychodzi już do głowy, żeby tworzyć jakieś państwowe holdingi, narodowe flagowe okręty i kontrolować strategiczne dziedziny gospodarki. Ale u nas naród jest ambitny i musi mieć swoje banki, ubezpieczenia, energetykę, gazownictwo i kolej.

Ale co tam duże firmy. Lista przedsiębiorstw do prywatyzacji w tym roku liczy ponad dwieście pozycji. Poza kilkoma dużymi, które niezmiennie od lat okupują pierwszą dziesiątkę, reszta nazw jest dosyć zaskakująca. To trochę wstyd, że w piętnastym roku prywatyzacji Skarb Państwa został z nikomu nieznanymi, małymi lokalnymi PKS-ami, kopalniami piasku i wytwórcami nakrętek. Może to są też jakieś strategiczne aktywa, które do tej pory ukrywaliśmy przed Niemcami? Albo kolejni ministrowie zarządzali tymi firmami w imieniu Rzeczpospolitej i tak powiększyli ich wartość, że już bardziej nie można i właśnie w tym roku, roku przestępnym i ważnym dla naszego kraju postanowili sprzedać je po najwyższej cenie i zmniejszyć deficyt budżetowy?

Nie ma się co dziwić brakowi zapału polityków do prywatyzacji, jeżeli jej odbiór społeczny jest negatywny i kojarzy się ze złodziejstwem i grabieżą. Co więcej, w polityce mało można wygrać za podejmowanie trudnych decyzji, a niebezpieczeństwo przyssania się NIK-u lub prokuratury na kilka lat jest realne. Trybunał Stanu właściwie murowany. A za brak działań nic się nie może stać, najwyżej ktoś się pośmieje w prasie, a potem wszyscy zapomną.

To powiedziawszy w zasadzie trudno mieć pretensję do ministrów skarbu o brak działań. Co więcej, podejmowanie zbyt dynamicznych działań jest wobec tego niecelowe, a nawet szkodliwe. Oczywiście, same zapowiedzi działań nie są jeszcze groźne. Każda decyzja po jej może zbyt pochopnym podjęciu (każda decyzja podjęta w krócej niż rok jest pochopna) wymaga przygotowania i uzasadnienia. A to trwa. Dobrze mieć jakieś raporty doradców politycznych i zwyczajnych, wiele wariantów, w tym kilka optymalnych i poparcie odpowiednich gremiów. Najczęściej już na tym etapie okazuje się, że są poważne przeszkody. A to nie ma pieniędzy i ludzi, a to wszystko się jakoś dłuży i rozłazi. Nie mówiąc już o przyczynach merytorycznych, na przykład ograniczeniach prawno-legislacyjnych, zobowiązaniach w stosunku do Unii Europejskiej, zobowiązaniach w stosunku do inwestorów czy oczekiwaniach cenowych. Takie poważne decyzje dobrze jest przedstawić na Radzie Ministrów, co nie wzbudza zachwytu kolegów z Ministerstwa Kultury czy Obrony, którzy nie bardzo chcą brać współodpowiedzialność za jakieś tam następne trójkąty gwarancyjne. Opór materii rośnie w miarę zbliżania się do upragnionego celu. Już dokumenty gotowe, wszyscy w pogotowiu czekają na decyzję, z tu znowu jakiś malkontent ma zastrzeżenia. Trzeba przekonywać, iść na małe kompromisy, zmieniać w ostatniej chwili papiery, drukować od nowa, kopiarka się psuje i materiał idzie z błędami. Ktoś tam pamiętający zniknięcie kilku słów z ustawy medialnej się przestraszy i trzeba wszystko składać od nowa. Gdy wreszcie nadejdzie upragniony moment i wszyscy się zgodzą - sytuacja się zmienia. Życie idzie naprzód, koncepcje się starzeją.

Reklama
Reklama

Decyzje przez zaniechanie są w końcu podstawą nowoczesnego a liberalnego zarządzania. Trwałe i nieodwracalne są tylko prawdziwe działania. I tylko one mogą być groźne. Ale podjęcia konkretnych działań zwiększających wartość naszych przedsiębiorstw państwowych i spółek Skarbu Państwa na razie raczej bym się nie obawiał. Jak mawiają żeglarze: co ma utonąć, nie będzie przecież wisiało.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama