Według Cezarego Iwańskiego, wiceprezesa Pioneer Pekao Investment Management, ceny akcji w Polsce są już bardzo wysokie. Ale ze względu na wejście naszego kraju do Unii Europejskiej mogą jeszcze wzrosnąć. Jeden z powodów to włączenie Polski do międzynarodowych indeksów giełdowych. Specjalista oczekuje, że na obecnej fali wzrostu, WIG20 zwiększy się do 1900-2000 pkt (z 1819 pkt notowanych we wtorek). W całym 2004 r. zwyżka na warszawskiej giełdzie będzie większa niż 15%. A takiego wzrostu Pioneer spodziewał się w styczniu.
Towarzystwo podtrzymało natomiast swoje wcześniejsze prognozy dotyczące rynku obligacji. W ocenie C. Iwańskiego, będzie na nim można zarobić w tym roku ok. 6%. - Ryzyko dotyczące zmiany rządu zostało już uwzględnione w cenach polskich papierów - mówi. Dodaje, że największym zagrożeniem dla rynku jest sytuacja finansów publicznych. - Odpowiedź na pytanie, jak wysoki będzie dług publiczny w przyszłym roku, odsuwa się w czasie - podkreśla specjalista. Pioneer IM zarządza obecnie aktywami o wartości 11,5 mld zł (fundusze i portfele papierów wartościowych).
Grupa przymierza się do wprowadzenia na rynek nowych funduszy. Jeszcze w tym miesiącu w sprzedaży mają się pojawić jednostki Pioneera Akcji Europejskich. W odróżnieniu od innych funduszy inwestujących za granicą - dostępnych w ofercie Pioneera - będzie on zarządzany z Polski. - Do końca roku możemy jeszcze wprowadzić jeden lub dwa kolejne fundusze - mówi Zbigniew Jagiełło, prezes Pioneer Pekao TFI. Dodaje jednak, że chwilowo prace nad nowymi produktami zostały zawieszone. - Czekamy na nową ustawę o funduszach - mówi.
Specjaliści z Pioneera oczekują, że polski rynek funduszy będzie się nadal dynamicznie rozwijał. Dlaczego? Suma pieniędzy ulokowanych w funduszach w przeliczeniu na jednego mieszkańca jest u nas bardzo niska w stosunku do rozwiniętych rynków. Według danych na czerwiec 2003 r., oszczędności przeciętnego Polaka w funduszach wynosiły 208 euro. Dla porównania, udziały przeciętnego Amerykanina wynosiły prawie 21 tys. euro, Francuza - ponad 14 tys. euro, Niemca - przeszło 2 tys. euro, a Czecha - 334 euro.