Drobni francuscy inwestorzy pod przywództwem Nicolasa Migueta już ustanowili precedens. Zmusili spółkę, która wspólnie z siostrzaną Eurotunnel PLC z Wielkiej Brytanii wybudowała i zarządza tunelem pod kanałem La Manche, do przeprowadzenia głosowania nad odwołaniem zarządu. Jest to pierwszy przypadek wykorzystania w taki sposób wprowadzonego w 2001 r. prawa, dającego drobnym udziałowcom większe możliwości decydowania o sprawach firm publicznych.
Miguet, który równocześnie jest liderem sprzeciwiającej się podatkom francuskiej partii politycznej, liczy, że po swojej stronie zbierze właścicieli 40-50% akcji Eurotunnelu. Już zdobył poparcie Adacte, grupy drobnych akcjonariuszy z Burgundii, która kontroluje 30% kapitału spółki. Prywatni inwestorzy łącznie mają w niej ok. 65% udziałów.
Przewiduje się, że na dzisiejszym walnym zgromadzeniu akcjonariuszy zjawi się nawet 5 tys. osób, co byłoby rekordem w historii Francji. Już w przedbiegach WZA pojawiły się spory z zarządem. Dotyczyły tego, czy złożone w 10 kartonach pełnomocnictwa dla Migueta są ważne. Prawnicy przypuszczają nawet, że sprawa znajdzie finał w sądzie.
Akcjonariusze Eurotunnelu są niezadowoleni, że inwestycja wciąż przynosi straty. Od 1987 r., gdy firma powstawała, akcje spadły o ok. 90%. Prawie o 85% staniały w latach 1994-1995, ale i od tamtej pory ciągle tracą na wartości. Do teraz zniżkowały o dwie trzecie. Spółka w zeszłym roku odnotowała stratę 2,5 mld USD, największą w jej historii - z powodu kłopotów z generowaniem gotówki.
Drobni akcjonariusze zarzucają dyrektorowi generalnemu Richardowi Schirrefsowi, że nie zrobił nic, by zredukować wynoszące niemal 12 mld USD zadłużenie firmy. Nie podoba im się też, że spółka nie renegocjowała kontraktów z Eurostar i narodowymi przewoźnikami kolejowymi, którzy korzystają z tunelu pod kanałem.