Kłopoty szefa Bundesbanku wywołał magazyn "Spiegel", który w weekendowym wydaniu napisał, że Welteke wraz z żoną, dwoma synami i narzeczoną jednego z nich spędził cztery noce w luksusowym berlińskim hotelu Adlon, a rachunek, czyli 7661 euro, pokrył Dresdner Bank. Miało to miejsce dwa lata temu przy okazji uroczystości związanych z wprowadzeniem do obrotu banknotów i monet euro.
Konflikt interesów
Krytycy szefa niemieckiego banku centralnego od razu zarzucili mu konflikt interesów. Bundesbank pełni bowiem też funkcję jednego z nadzorców niemieckiego sektora bankowego. Dresdner Bank, kontrolowany przez towarzystwo ubezpieczeniowe Allianz, to trzeci co do wielkości bank w Niemczech. Pojawiły się nawet głosy, że Ernst Welteke po takiej wpadce powinien ponieść poważne konsekwencje, być może podać się nawet do dymisji. Szefowa komisji finansów w Bundestagu - Christine Scheel, stwierdziła, że przede wszystkim od postawy samego szefa banku centralnego zależeć będzie czy pozostanie na stanowisku.
Dymisji nie będzie?
Ernst Welteke nie zamierza rezygnować. Po publikacji "Spiegla" oddał już połowę z 7661 euro Dresdner Bankowi, a drugą połowę zapłacił Bundesbank. - W mojej opinii, nigdy w mojej karierze zawodowej nie zrobiłem niczego, co ograniczyłoby moją niezależność. Jeśli jednak zarząd Bundesbanku uzna, że popełniłem błąd, wówczas pomyślę o dymisji - zakomunikował Welteke, dodając jednak, że nie sądzi by tak się stało. Nie zmienia to jednak faktu, że na rynku już zaczęto spekulować na temat następcy Ernsta Welteke. Wczoraj gazeta "Handelsblatt" napisała np. że największe szanse na ewentualne objęcie posady prezesa banku centralnego mają wiceminister gospodarki Alfred Tacke lub wiceminister finansów Caio Koch-Wesser. Oficjalnie kadencja Ernsta Welteke upływa dopiero w 2007 r.