W półrocznym raporcie o stanie gospodarki strefy euro Komisja Europejska obniżyła prognozę tegorocznego wzrostu do 1,7% z 1,8% sześć miesięcy temu. Dla porównania, w USA wskaźnik ten ma wynieść 4,2%.

Nie należy oczekiwać obniżenia najniższych od pięćdziesięciu lat stóp procentowych. Mało prawdopodobny jest też wzrost wydatków publicznych. Za niekorzystne czynniki eksperci Komisji uznali złe nastroje konsumentów, zaniepokojonych nasileniem terroryzmu oraz możliwość dalszego wzmocnienia euro, które pogarsza konkurencyjność eksportu. To ostatnie zjawisko zostało jednak zrównoważone przez zwiększony popyt zagraniczny.

Komisja przewiduje, że średni kurs euro wyniesie w 2004 r. 1,25 USD, a w 2005 r. 1,24 USD. Wczoraj za wspólną jednostkę pieniężną płacono nieco ponad 1,20 USD. Dodatnią stroną wysokiego kursu euro jest złagodzenie wzrostu cen importowanej ropy naftowej.

Poważnym problemem są rosnące deficyty budżetowe, spowodowane najwolniejszym od dziesięciu lat rozwojem europejskiej gospodarki w 2003 r. Przewiduje się, że w bieżącym roku aż w sześciu państwach strefy euro - Niemcy, Francja, Włochy, Holandia, Portugalia i Grecja - niedobory te przekroczą dopuszczalne 3% PKB. Nadmierny deficyt miała też w zeszłym roku nienależąca do strefy euro Wielka Brytania, ale w roku bieżącym problem ten ma być rozwiązany.

Wobec coraz poważniejszych trudności budżetowych Komisja Europejska widzi potrzebę zaostrzenia nadzoru nad finansami publicznymi. Podejście to kłóci się z dążeniami rządów niektórych państw, zwłaszcza Niemiec i Francji, które za konieczne uważają zwiększenie wydatków budżetowych, aby podtrzymać ożywienie aktywności ekonomicznej.