W ciągu ostatnich sesji rynki zagraniczne kontynuowały wzrosty rozpoczęte w drugiej połowie marca. W większości przypadków indeksy nie zdołały jednak pokonać szczytów z początku miesiąca, co oznacza, że cały ruch ciągle można traktować jedynie jako korektę.

Choć wszystkie trzy główne amerykańskie indeksy cały czas znajdują się poniżej szczytów z początku marca, to jednak skala zwyżki z pewnością jest imponująca. Mimo tej demonstracji siły, cały czas jednak brak jest sygnałów unieważniających rozpoczęcie średnioterminowej korekty. Ostatnią zwyżkę ciągle bowiem należy rozpatrywać w kategoriach silnej, korekcyjnej fali drugiej, po której powinny nastąpić dalsze spadki. Scenariusz ten przekreślić może dopiero wzrost S&P 500 powyżej maksimum z 5 marca na poziomie 1163 punktów. W takim przypadku należałoby zrewidować oznaczenia fal i czekać na kolejny sygnał. Jeśli jednak indeks nie zdoła w najbliższym czasie przełamać wspomnianego szczytu, to najprawdopodobniej czeka go spadek przynajmniej w okolicę 1060-1075 punktów, a możliwe, że i znacznie niżej.

Środkowoeuropejskie indeksy giełdowe przełamały szczyty ustanowione cztery tygodnie temu. Tak silne zachowanie rynków stawia pod znakiem zapytania średnioterminowy scenariusz spadkowy, zakładający rozpoczęcie kilkumiesięcznej korekty. Moim zdaniem jednak obecna sytuacja jest na tyle niejednoznaczna, że trudno zdecydowanie opowiedzieć się bądź za kontynuacją trendu, bądź za rozpoczęciem spadków. Z jednej strony za rozpoczęciem spadków przemawia wykupienie średnioterminowych oscylatorów, z drugiej strony jednak indeksy przełamały ostanie lokalne maksima. Wydaje się, że obecnie najbezpieczniej będzie poczekać na kolejny sygnał ze strony samego rynku. Osobiście odłożyłbym decyzje inwestycyjne do czasu zakończenia obecnego, krótkoterminowego impulsu wzrostowego i ustanowienia nowego lokalnego maksimum. Jego ewentualne przełamanie potwierdziłoby kontynuację trendu, pojawienie się zaś silnej podaży przemawiałoby za średnioterminową korektą.