Projekt ustawy ma wprowadzić zmiany, które mają dostosować polską rachunkowość do prawa unijnego. - Jednak to działania pozorne - uważa Barbara Marianowska z Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem posłanki, kluczowe artykuły, pozwalające przedsiębiorcom na prowadzenie uproszczonej rachunkowości, są dokładnie takie, jak w pierwotnej wersji ustawy. - Nasze kryteria są bardziej liberalne od tych unijnych - dodała B. Marianowska. Według unijnej dyrektywy, uproszczoną sprawozdawczość finansową będą mogły prowadzić te firmy, które nie przekroczą dwóch z trzech wyznaczonych przez Unię limitów (suma bilansowa 1 mln euro, obrót netto 2 mln euro, przeciętne zatrudnienie w roku obrotowym 50 osób). Natomiast w polskim projekcie ustawy suma bilansu oraz obrotu jest dwukrotnie wyższa. - Oznacza to, że dwukrotnie większe polskie firmy będą mogły skorzystać z uproszczonej formy prowadzenia rachunkowości - powiedziała B. Marianowska. Kolejna rozbieżność pomiędzy prawem UE a polską ustawą dotyczy skonsolidowanej sprawozdawczości finansowej. Według unijnej dyrektywy, państwa członkowskie mogą zezwolić podmiotom powiązanym na prowadzenie skonsolidowanej sprawozdawczości, czyli jednego sprawozdania dla wszystkich spółek zależnych. Ma to miejsce, gdy żaden z tych podmiotów w dniu bilansowym nie przekroczy dwóch z trzech wyznaczonych limitów (suma bilansowa: 4 mln euro, obroty ze sprzedaży netto 8 mln euro, przeciętne zatrudnienie w roku obrotowym 250 osób). Także w przypadku tego artykułu polska ustawa wyznacza większe granice. Suma bilansowa nie może przekroczyć 7,5 mln euro, a obroty 15 mln.