Zainteresowanie tą grupą instrumentów finansowych nie malało w okresie rynku niedźwiedzia, co było zjawiskiem bez precedensu wśród funduszy inwestycyjnych. Fundusze cykliczne w minionych trzech latach osiągnęły też wyniki lepsze od indeksu S&P 500.
Jako forma inwestycji fundusze cykliczne (life cycle funds) narodziły się w 1994 r., jednak największą popularność zdobyły dopiero w minionych trzech latach. Wielu inwestorów przekonało się po pęknięciu internetowej bańki, że robienie pieniędzy na giełdzie w czasie wolnym od pracy, nie jest rzeczą łatwą.
Fundusze cykliczne pomyślane są jako coś w rodzaju inwestycyjnego "autopilota", zmniejszającego ryzyko inwestycyjne w miarę starzenia się inwestora. Zaczynają od agresywnych lokat np. w małe spółki high-tech i powoli przechodzą do bardziej konserwatywnych instrumentów finansowych. Większość z nich określa też docelową datę osiągnięcia najwyższego poziomu bezpieczeństwa inwestycji i inwestorowi pozostaje jedynie wybrać tę najbliższą jego przejścia na emeryturę. Odzwierciedlają to także nazwy funduszy. I tak na przykład, T. Rowe Price Retirement 2020 przeznaczony jest dla dzisiejszych czterdziestoparolatków, a Fidelity Freedom 2030 dla osób o 10 lat od nich młodszych.
Fidelity oferuje obecnie fundusze cykliczne z datami 2000-2040 w interwałach co dekadę. W najbezpieczniejszym Fidelity Freedom 2000 udział akcji w portfelu inwestycyjnym został zredukowany do 25%.
Fundusze cykliczne mają także wady. Jednym z nich są stosunkowo wysokie koszty inwestowania, ponieważ lokują one kapitały w inne fundusze inwestycyjne, co podwaja wydatki. Jednak koszty własne samych funduszy cyklicznych wynoszą obecnie, według Lippera, zaledwie 0,86%, dużo poniżej średniej dla wszystkich funduszy inwestycyjnych (1,7%).