Nowa fabryka Whirlpoola stanie we Wrocławiu. Ma kosztować 132 mln euro. Jak przyznają przedstawiciele koncernu, argumentem za usytuowaniem zakładów w Polsce była zaoferowana pomoc publiczna. Złożą się na nią m.in. zwolnienia i ulgi podatkowe, a także wsparcie gotówkowe - w sumie niemal 50% zaplanowanej inwestycji.
Gdzie ta konkurencja?
- Zaoferowana przez Słowację pomoc publiczna była niższa niż 1% planowanej inwestycji - ujawnia Erric Biondi, dyrektor fabryki Whirlpoola w Popradzie. Jego wypowiedź cytuje słowacka agencja informacyjna SITA. Biondi twierdzi, że to właśnie niewystarczająca pomoc publiczna była głównym powodem, dla którego Whirlpool zdecydował się na budowę nowych zakładów we Wrocławiu, a nie w Popradzie. Ondrej Žember, rzecznik prasowy Słowackiej Agencji ds. Rozwoju Inwestycji i Handlu (SARIO), nie chciał się wypowiadać na ten temat. Tezę o tym, że Słowacja zlekceważyła potencjalnego inwestora potwierdzają także inne media. Słowacka Agencja TASR poinformowała niedawno, że gdy we wrześniu ub.r. szefostwo koncernu Whirlpoola odwiedziło tamtejsze ministerstwo gospodarki, szef resortu Pavol Rusko nie został o tym nawet poinformowany. Na rozmowy z Amerykanami nie poproszono także przedstawicieli SARIO. - Potwierdzam. Nie uczestniczyliśmy w rokowaniach z Whirlpoolem - powiedział PARKIETOWI Ondrej Žember.
Czesi się nie liczyli
Konkurencji ze strony Czech w ogóle nie było: - Dla nas ta inwestycja nie jest interesująca i dlatego nie przyłączymy się do boju Słowacji i Polski o pozyskanie inwestycji firmy Whirlpool - mówiła w połowie marca Jana Viškova, rzeczniczka agencji CzechInvest.