Nasdaq poinformował wczoraj, że w marcu jego udział w obrocie akcjami notowanymi na New York Stock Exchange stanowił 13,9% obrotów tymi papierami na wszystkich rynkach, co jest najgorszym wynikiem od września ub.r. Miesiąc wcześniej odsetek ten wynosił 14,9%. Tymczasem NYSE w ubiegłym miesiącu przeprowadziła 78,7% spośród wszystkich operacji na akcjach "własnych" spółek, wobec 77,2% w lutym.

W połowie stycznia Nasdaq triumfalnie ogłosił, że do obrotu w jego elektronicznym systemie trafi sześć spółek z NYSE. W grupie tej znalazł się czołowy światowy producent komputerów i drukarek - Hewlett-Packard oraz pięć nieco mniejszych firm - Apache Corp., Cadence Design Systems, Countrywide Financial, Charles Schwab i Walgreen. W ubiegłym tygodniu dołączyła do nich siódma spółka - American Financial Group.

Dyrektor generalny Nasdaq - Robert Greifeld - obwieścił w styczniu, że "podwójne notowanie" amerykańskich spółek pokaże, iż nowoczesny elektroniczny system obrotu jest bardziej korzystny dla inwestorów niż tradycyjna metoda handlu stosowana na NYSE. - Pokażemy inwestorom, że nasz system jest szybki i zapewnia większą płynność - mówił wówczas. Tymczasem ogłoszone wczoraj dane temu zaprzeczają. - Uważamy, że jeszcze jest za wcześnie, by mówić, że idea "podwójnych notowań" się nie sprawdziła. W długim terminie na pewno to będzie sukces - zapewnia jednak rzecznik Nasdaqa Silvia Davi.

W ostatnich latach popularność NYSE malała. W ub.r. po raz pierwszy od 1989 r. udział tej największej światowej giełdy w obrocie akcjami "własnych" spółek spadł poniżej 80%. Tłumaczono to coraz większą popularnością nowoczesnych elektronicznych platform handlu akcjami (tzw. ECN), takich jak Archipelago czy Instinet, a także rozwojem elektronicznego Nasdaqa. Dlaczego więc inwestorzy znów zwracają się ku NYSE? Jedną z odpowiedzi może być wzrost zaufania do tego rynku, po tym jak maklerzy specjaliści z NYSE zapłacili 242 mln USD kary za stosowanie nielegalnych praktyk, na których tracili głównie klienci giełdy.