Wydarzeniem dnia na rynkach surowcowych był w środę największy od siedmiu lat spadek cen miedzi. Na Londyńskiej Giełdzie Metali surowiec ten w kontraktach trzymiesięcznych staniał do 2723 USD za tonę, z 2885 USD dzień wcześniej.
Głównym powodem tego załamania były spekulacje dotyczące amerykańskiej polityki pieniężnej. Wywołała je wtorkowa wypowiedź prezesa Zarządu Rezerwy Federalnej Alana Greenspana, który stwierdził, że w gospodarce USA nie ma już ryzyka deflacji. Opinię tę potraktowano jako zapowiedź podwyżki przez amerykański bank centralny stóp procentowych, być może we wrześniu br. Byłaby to pierwsza tego rodzaju decyzja od czterech lat, a jej skutkiem może być osłabienie tempa wzrostu w gospodarce USA i w konsekwencji zmniejszenie popytu na miedź.
Na domiar złego, perspektywa ta pojawiła się w momencie, gdy czołowi dostawcy tego surowca zaczęli zwiększać produkcję, aby zredukować olbrzymie niedobory w skali światowej. W rezultacie po raz pierwszy od połowy grudnia doszło wczoraj do zwiększenia zapasów miedzi będących w dyspozycji Londyńskiej Giełdy Metali.
Obawy przed zaostrzeniem polityki pieniężnej USA utrwaliły spadek notowań złota. Perspektywa wyższych kosztów pozyskania pieniądza przyczyniła się bowiem do dalszego wzmocnienia dolara, zmniejszając atrakcyjność tego kruszcu jako lokaty kapitału. Kurs waluty USA do euro osiągnął wczoraj najwyższy poziom od pięciu miesięcy i nie wykluczano dalszego wzrostu. Na nowojorskim rynku Comex cena złota z dostawą w czerwcu obniżyła się o 4,40 USD, do 393,90 USD za uncję.
Tymczasem uczestnicy międzynarodowego rynku naftowego skupili uwagę na danych o stanie zapasów ropy w USA. Ponieważ oczekiwano ich zwiększenia, notowania spadały. Jednak po ogłoszeniu przez Departament Energetyki, że rezerwy tego surowca wzrosły w zeszłym tygodniu tylko o 200 tys. baryłek zamiast spodziewanych 2,4 mln baryłek, zniżka cen została przyhamowana.