SLD chce dotrwać w Sejmie do wiosny przyszłego roku. Zdaniem Krzysztofa Janika, szefa Sojuszu, ten parlament nie wyczerpał jeszcze swoich możliwości. Metodą na przetrwanie ma być gabinet Marka Belki. Jednak politykom Sojuszu szyki popsuła wczoraj Socjaldemokracja Polska.
Przeciąganie SdPl
Lider SdPl Marek Borowski zadeklarował, że jest zwolennikiem samorozwiązania parlamentu i przyspieszonych wyborów. - Jeżeli nie dojdzie do samorozwiązania Sejmu, to SdPl oczekuje stanowiska sił politycznych, przede wszystkim SLD i kandydata na premiera Marka Belki, w sprawie propozycji stworzenia przejściowego, ponadpartyjnego i jak najkrócej działającego rządu - stwierdził M. Borowski. - Wtedy prawdopodobnym terminem wyborów mógłby być październik - dodał. SLD nie zamierza jednak składać broni. Wesprzeć ma go prezydent Aleksander Kwaśniewski. Miałby pomóc SLD w przekonywaniu socjaldemokratów, że obecne sondaże wcale nie muszą przełożyć się na ostateczny wynik wyborczy. Argumentem miałyby być także propozycje objęcia ministerialnych stanowisk przez przedstawicieli tej partii. Marek Borowski ma być przekonywany, że bardzo dobrym kandydatem na ministra edukacji jest Tomasz Nałęcz. Z reformą służby zdrowia ma najlepiej poradzić sobie senator Marek Balicki, który odszedł z rządu Leszka Millera, nie chcąc zaakceptować Aleksandra Naumana na szefa NFZ.
Czy przedstawiciele Socjaldemokracji Polskiej weszliby do rządu? - Nie zakładaliśmy takiej możliwości - mówi poseł Jacek Kasprzyk z SdPl. - Jeśli to ma być ponadpartyjny rząd, to powinno w nim być jak najmniej ludzi firmowanych przez partie - dodaje. O ewentualnych propozycjach dla Nałęcza i Balickiego nic dotychczas nie słyszał.
Filary gabinetu