Prace nad projektem trwają już od pewnego czasu. Jednak pierwsza wersja rozporządzenia wzbudziła konsternację wśród ekspertów podatkowych. Otóż cała ustawa o VAT była przygotowywana i uchwalana pod kątem dostosowania do regulacji unijnych. I resort finansów bardzo pilnował, żeby posłowie nie wprowadzali rozwiązań, które byłyby odmienne od zawartych w dyrektywach. I teraz to samo ministerstwo przygotowuje projekt rozporządzenia, który z prawem unijnym jest sprzeczny.
Inaczej niż w Unii?
Projekt zakładał, że faktury VAT-owskie trzeba podpisywać. Prawo unijne mówi wyraźnie, że nie ma takiego obowiązku. Zgodnie z ministerialnymi propozycjami, nie byłoby samofakturowania (czyli sytuacji, w której nabywca, a nie dostawca wystawia fakturę), choć jest to dozwolone przez Unię Europejską. Wreszcie - w projekcie nie było mowy o fakturach w wersji elektronicznej. A prawo unijne wyraźnie dopuszcza możliwość ich stosowania.
Zdaniem specjalistów, wejście w życie rozporządzenia narażałoby przedsiębiorców na problemy, a państwo - na procesy i kary ze strony Komisji Europejskiej.
Jednak - jak się dowiedzieliśmy - projekt uległ znacznym zmianom. W nowszej wersji nie ma już nakazu podpisywania faktur. Pojawiła się także możliwość wystawiania faktury przez nabywcę np. usługi. Choć tutaj pojawił się problem - jak powinna wyglądać umowa między kontrahentami, na podstawie której to samofakturowanie będzie możliwe. Czy ma być to umowa notarialna, czy zwykła, a także jak o umowie informować urząd skarbowy. Nie udało się nam dowiedzieć, jakie decyzje zapadły w tej sprawie, jednak to właśnie ten problem opóźnił nieco prace nad rozporządzeniem.