Reklama

Kraj wariatów

Publikacja: 23.04.2004 10:19

Pewien biznesmen, zarządzający dużym przedsiębiorstwem, poszukiwał niedawno w instytucjach finansowych pieniędzy na zakup akcji jednej z giełdowych spółek (notabene właściciela kierowanej przezeń firmy). Zauważył dziwną prawidłowość: spotkania nie owocowały podpisaniem umów kredytowych, ale przynosiły zwyżkę kursu tejże spółki. Jej notowania - na pewien czas - gwałtownie spadły, bo biznesmen... zmienił biuro maklerskie. Lepiej poinformowani stracili swój największy atut.

Gdyby zrobić sondaż (wszak to bardzo popularna ostatnio zabawa), okazałoby się zapewne, że rozpoznawalność giełdy, niczym zachodnich marek, jest w społeczeństwie coraz wyższa. Jej działalność, rosnące kursy akcji czy ożywienie na rynku pierwotnym nic tu nie mają do rzeczy. To raczej zasługa firm z giełdą mocno kojarzonych. W tym sensie nieocenione - choć w pewnym sensie niedźwiedzie - usługi oddaje parkietowi Orlen, a ściślej ci, którzy opowiadają o nim rozmaite rzeczy. Orlengate zatacza bowiem coraz szersze kręgi.

Nie ma sensu wdawać się w dyskusję na temat stanu zdrowia psychicznego byłego ministra skarbu, który do jej rozpętania się przyczynił. Na mnie nie sprawiał i - bynajmniej - nie sprawia wrażenia wariata. Niebezpiecznie upowszechnia się jednak skłonność do dostrzegania szaleństwa u wszystkich, którzy mówią lub robią dla innych rzeczy niewygodne.

Z rynkowego punktu widzenia ważne jest jednak co innego. Jakiś czas temu były minister skarbu w wypowiedzi dla TV zwrócił uwagę, że podczas dyskusji premiera i kilku ministrów na temat możliwości aresztowania ówczesnego prezesa Orlenu, doszło do naruszenia przepisów giełdowych. Przedmiotem rozmowy były bowiem informacje z giełdowego punktu widzenia poufne.

Z pamięcią byłego ministra jest coraz lepiej, więc wspomniał niedawno o kolejnym spotkaniu, na którym go nie było, ale, jego zdaniem, byli i prezydent, i premier. Tam z kolei rozmawiano ponoć o tak ważnych sprawach, jak skład rady nadzorczej giełdowego - a jakże! - Orlenu.

Reklama
Reklama

Poniekąd były minister zwrócił w obu przypadkach uwagę na rzecz niezwykłej wagi: obieg informacji poufnych dotyczących publicznego obrotu. Obieg na szczytach władzy, wśród polityków i kolegów partyjnych, z których wielu prowadzi rozmaite interesy lub ma przyjaciół, którzy je prowadzą.

Skarb Państwa kontroluje wiele firm, żywo interesujących polityków różnej maści. Państwowy właściciel ma dostęp do wielu danych na ich temat. Szybciej niż inni wie, co się w nich kroi, bo... sam często podejmuje lub wykonuje decyzje (no właśnie, kogo? - premiera, prezydenta, szefa partii?). Jest więc z natury rzeczy lepiej poinformowany. Skarb Państwa to twór abstrakcyjny. Problem w tym, że stoją za nim bynajmniej nie abstrakcyjni urzędnicy i politycy.

Ciekaw jestem, czy ktoś przeanalizował zachowanie kursu Orlenu przed zatrzymaniem byłego prezesa. Albo po spotkaniu u prezydenta. Czy ktoś wie, kto wtedy sprzedawał akcje, a kto kupował. Skąd pewność, że uczestnicy "spotkań, których nie było", nie dzielili się informacjami o decyzjach, "których nie podejmowano"?

Na wolność wyszedł niedawno Grzegorz Wieczerzak. Jego zeznania były ponoć podstawą zatrzymania byłego prezesa Orlenu. Ten ostatni miał bowiem poinformować grupę osób o planach ogłoszenia wezwania na akcje jednej z giełdowych firm. Jak było, ustali - miejmy nadzieję - sąd. Pewne jest jednak, że tuż przed wezwaniem kurs spółki rósł, dowodząc niezbicie (przynajmniej w oczach inwestorów), że wyciek - podczas tego czy innego spotkania - nastąpił. A Wedel? A zamieszanie wokół przejęcia BIG-BG, w które politycy zaangażowani byli tak mocno, że rezygnowali z urlopów? A liczne związki partyjne z rynkiem NFI? Przykłady można by mnożyć.

Kto wie, czy były prezes PZU Życie nie wskazał niechcący na mechanizm dystrybucji informacji giełdowych w kręgach polityczno-biznesowych. Kolejny wariat? A może mechanizm, który pozwala zarabiać jednym, kosztem innych, jest całkiem realny. Może z jego powodu rynek często "widzi" przeciek informacji, choć nikt nie potrafi - nie chce? - go udowodnić. Tak można zarabiać miliony dla siebie, przyjaciół czy partii. A gdyby nawet ktoś okazał się nagle zbyt rozmowny, zawsze można powiedzieć, że to... szaleniec.

Niektórzy mówią, że jak ktoś ukradł kilogram mąki, to ma kłopot, ale jak ktoś zwinął miliony, to problem ma okradziony. Inwestorzy zbyt często taki właśnie problem mają na głowie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama