Problem w tym, że coraz więcej zarządzających wskazuje rynek Kraju Kwitnącej Wiśni jako wymarzony do zysków. Taka jednomyślność nie wróży niczego dobrego. Wszyscy nie mogą zarabiać, dlatego perspektywy wzrostów w Japonii należy traktować nad wyraz ostrożnie. Podobnie należy podchodzić do największego rynku akcji na świecie - amerykańskiego.
Stany Zjednoczone
Prawdopodobnie trend horyzontalny będzie wszystkim, na co pozwolą inwestorzy operujący za oceanem w najbliższych tygodniach. Owszem, w piątek poznaliśmy dobre dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku dokonane w marcu br. Okazało się, że wzrosły one o 3,4% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. To sygnał, że popyt na dobra korporacji amerykańskich systematycznie rośnie, co znajdzie odzwierciedlenie w wynikach finansowych. Marcowy rezultat jest sporym zaskoczeniem dla rynku, ponieważ analitycy ankietowani przez Briefing.com spodziewali się jedynie 0,7% wzrostu. Ostrzeżeniem dla inwestorów specjalizujących się w akcjach spółek technologicznych był skromny, zaledwie 0,2-proc. wzrost w marcu zamówień na komputery i produkty elektroniczne. Zmalało ryzyko, że wzrost PKB w Stanach Zjednoczonych jest w dużej mierze generowany przez popyt pochodzący ze strony agend rządowych składających zamówienia na produkty przemysłu obronnego. W marcu doszło do spadku popytu na te wyroby o 6,1%.
Gorzej, że w ubiegłym tygodniu na horyzoncie gospodarczym pojawiło się kilka rys, o których inwestorzy muszą pamiętać. Departament Pracy opublikował niepokojące dane o wzroście cen producentów (PPI) i cen hurtowych. PPI zwiększył się w marcu o 0,5%, choć ekonomiści spodziewali się jedynie 0,3%. O ile dane te podziałały raczej umiarkowanie na inwestorów, o tyle o wiele większe znaczenie miały tym razem informacje o cenach hurtowych. W marcu br. zwiększyły się one o 2,1% (średnia za 12 ostatnich miesięcy). W poprzednim roku wzrost cen hurtowych wyniósł 1%.
Niepokój inwestorów rodzą również wypowiedzi szefa Fed Alana Greenspana. Wszystko za sprawą dwóch stwierdzeń, które padły w ostatnich dniach. Oznajmił bowiem, że skończył się długi czas obaw o deflację, czyli spadek cen produktów i dóbr konsumpcyjnych (przeciwieństwo inflacji). Ponadto stwierdził, że stopy procentowe powinny wzrosnąć w którymś momencie (at some point). W następstwie inwestorzy zaczęli spekulować, co oznaczają słowa szefa Rezerwy. Wielu z nich sądzi, że to zapowiedź nadejścia cyklu zacieśniania polityki pieniężnej, czyli podwyżek podstawowych stóp procentowych. Ich zdaniem, do pierwszej podwyżki może dojść nawet wczesnym latem. To mało prawdopodobne. Z jednej strony, nie należy się spodziewać takiego ruchu przed wyborami prezydenckimi za oceanem, przypadającymi na jesień tego roku. Z drugiej zaś, pomiędzy pierwszym ostrzeżeniem a decyzją o podwyżce upływa zwykle kilka miesięcy. Niemniej część inwestorów zdecyduje się opuścić parkiet akcji i "przesiąść" się na inne instrumenty finansowe, aby uprzedzić większość.