Po doświadczeniach z ostatnich miesięcy popularność analizy technicznej zapewne spadła. To efekt serii kilku istotnych sygnałów sprzedaży, które okazały się niewiarygodne. Najważniejszym było wybicie w dół z konsolidacji na wykresie WIG20 pod koniec stycznia. Gigantyczna wyspa odwrotu, zakończona efektowną luką bessy, okazała się najlepszą w tym roku okazją do kupna akcji przynajmniej, jeśli chodzi o spółki z WIG20. Później było jeszcze przełamanie wzrostowej linii trendu i negatywne dywergencje na wskaźnikach technicznych. Na razie - na próżno.
Czy to są wystarczające powody, żeby wątpić w analizę techniczną? Zależy, jak ten sposób analizy rynku traktujemy. Jeśli jako narzędzie do prognozowania przyszłości, które ma nam idealnie wskazać punkty zwrotne, to mamy prawo czuć się zawiedzeni. Analiza techniczna służy jednak przede wszystkim do rozpoznania trendu i zawierania transakcji zgodnie z jego kierunkiem. Jeśli przedmiotem naszego zainteresowania jest trend średnioterminowy, to możemy być w kropce - pojawiają się sygnały sprzedaży, a rynek wciąż rośnie. Wierzę, że analiza techniczna działa jak dobry system transakcyjny i po kilku niewielkich porażkach da sygnał do rozpoczęcia nowego trendu, który wcześniejsze niepowodzenia z nawiązką wynagrodzi. O tym, że nie zawsze się sprawdza, ostrzegał już jej twórca Charles Dow.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Rynek lubi zaskakiwać - wprawdzie duża część analityków mówiła, że 2003 rok będzie należał do akcji (niektórzy wskazywali na spółki przemysłowe), ale nikt nie spodziewał się takiej skali wzrostów. Teraz wszyscy mówią o korekcie - jej rozmiar również może być niespodzianką.
Sprzedaje zagranica?
W czwartek na wykresie WIG20 powstała największa w tym roku czarna świeca. Indeks największych spółek stracił ponad 3%. Zamknięcie sesji wypadło 50 punktów poniżej otwarcia. Kiedy na wykresie indeksu powstawały podobnej wielkości białe świece, mówiło się, że kupowała "zagranica". Wygląda na to, że w czwartek część "zagranicy" warszawską giełdę opuściła. Po publikacji doskonałych wyników produkcji przemysłowej i wobec coraz bliższego wejścia do Unii Europejskiej, część inwestorów mogła uznać, że wszystko, co dobre, już się wydarzyło. Skoro tak, to nie ma powodów do dalszego wzrostu cen.