Departament Handlu poinformował, że produkt krajowy brutto USA powiększył się w I kwartale o 4,2%, wobec 5% spodziewanych przez ekspertów oraz 4,1% w ciągu poprzednich trzech miesięcy. Wolniejsze od oczekiwanego tempo wzrostu przyjęto ze zrozumieniem. Niektórzy ekonomiści wskazują na takie zjawiska, jak droga benzyna czy wysokie koszty importu, które musiały przyhamować ożywienie w gospodarce amerykańskiej.
Główną przyczyną spowolnienia wzrostu była słabsza aktywność inwestycyjna amerykańskich przedsiębiorstw. Wprawdzie ich nakłady zwiększyły się o 7,2% w skali rocznej, ale w budynki i zakłady przemysłowe zainwestowano mniej o 6,5%, co było największym spadkiem od półtora roku. Ostrożność przedsiębiorców nie budzi zdziwienia. Była zrozumiałą reakcją na niepomyślną koniunkturę w ciągu ostatnich kilku lat.
O 2% wzrosły natomiast wydatki publiczne, a popyt konsumpcyjny, stanowiący 70% całej gospodarki, zwiększył się o 3,8%, wobec 3,2% w ostatnim kwartale 2003 r. Przyczyniły się do tego najniższe od czterdziestu lat stopy procentowe oraz redukcja podatków.
Optymistycznym zjawiskiem był też wzrost w lutym i marcu zamówień na dobra trwałego użytku. Duże zapotrzebowanie skłoniło producentów do odbudowy zapasów, których wartość zwiększyła się w minionym kwartale o 15,3 mld USD, wobec 9 mld USD w ciągu poprzednich trzech miesięcy.
Słabą stroną gospodarki amerykańskiej pozostawało zatrudnienie. Pomimo ożywienia aktywności ekonomicznej przedsiębiorstwa niechętnie przyjmowały nowych pracowników. Jednak pod koniec I kwartału sytuacja zaczęła się poprawiać i w marcu powstało 380 tys. miejsc pracy - najwięcej od czterech lat.