Po raz pierwszy w zapoczątkowanej w listopadzie zeszłego roku fali wzrostowej indeks WIG20 stracił więcej niż 6%. Jeszcze na zamknięcie sesji 13 kwietnia wartość wskaźnika największych spółek wyniosła 1869,7 pkt i była najwyższa od września 2000 roku. W czwartek indeks zamknął sesję poniżej 1750 pkt. To sugeruje, że właśnie rozpoczęliśmy coś więcej, niż tylko lokalną korektę. Styl wyprzedaży, szczególnie akcji KGHM, pokazuje, że polską giełdę opuszczają inwestorzy zagraniczni.
Technicznych sygnałów zmiany trendu wymienić można wiele, ale najważniejsze jest to, co widać bezpośrednio na wykresie WIG20.
Dwa scenariusze: zły i gorszy
Można wykreślić na nim dwie formacje - kanał wzrostowy albo rozszerzający się klin. Różnica w interpretacji jest dość istotna. Rozszerzający się klin powstaje, kiedy rynkiem rządzą silne emocje i kończy się dotychczasowy trend. Formacja nie jest przydatna do wyznaczania zasięgu przyszłego ruchu cen. Przykłady z rynku polskiego (WIG20 - przełom 1997 i 1998 roku) pokazują, że kursy mogą się zmienić w dużym stopniu. W takim wypadku prognozowałbym korektę całego trendu wzrostowego zapoczątkowanego jeszcze w październiku 2002 roku. Zatem spadamy, i to przynajmniej do 1550 punktów. Tutaj znajduje się 38-proc. zniesienie hossy.
Druga z formacji, którą można wykreślić na WIG20, jest bardziej przyjazna dla posiadaczy akcji. Nawet jednak jeśli na wykresie indeksu mamy wzrostowy kanał, nie oczekiwałbym wzrostów. W odniesieniu do tej formacji nie mówi się raczej o zakończeniu trendu, ale o ruchu rynku o wysokość kanału. Bardzo regularny kanał widać na wykresie tygodniowym WIG20 - jego wysokość to 140 punktów. Odłożona w dół od punktu, z którego wykres wybił się w dół z formacji, wskazuje na spadek do 1600 punktów. W takim wypadku mielibyśmy korektę tylko ostatniej fali wzrostowej, zapoczątkowanej w listopadzie zeszłego roku.