Banki chętnie pożyczają pieniądze lub otwierają linie kredytowe, bo liczą na otrzymanie zleceń na świadczenie innych, bardziej opłacalnych usług, jak na przykład gwarantowanie emisji obligacji. Europejskie spółki mające rating inwestycyjny płacą w tym roku za otwarcie linii kredytowej zaledwie 0,12 pkt proc. Jest to stawka najniższa od III kw. 1998 r. Ale banki znajdujące się w grupie organizującej linie kredytowe mogą zarobić 10 razy więcej za przeprowadzenie emisji obligacji i sto razy więcej za przygotowanie oferty akcji.

- Mamy teraz rynek pożyczających. Jeśli nie ma cię w grupie udzielającej kredytów, to trudno ci będzie znaleźć dostęp do portfeli spółek zamawiających inne usługi - powiedział agencji Bloomberga Atiq Rehman, szef londyńskiego oddziału Citigroup odpowiadającego za kredyty dla Europy i Azji. France Telecom, druga pod względem wielkości europejska spółka telekomunikacyjna, w najbliższych dniach będzie zabiegała o otwarcie linii kredytowej na 10 mld euro, chcąc obniżyć koszty obsługi zadłużenia. Axa, czołowe europejskie towarzystwo ubezpieczeniowe, czeka na oferty zrefinansowania długu w wysokości 3 mld euro, którego termin spłaty przypada w przyszłym roku.

Duże firmy zwykle otwierają linie kredytowe po to, by mieć wsparcie finansowe w przypadku gdy stracą dostęp do krótkoterminowych papierów komercyjnych, którymi finansują codzienną działalność. Kredytobiorcy płacą roczną stawkę za dostęp do kredytów, z których zazwyczaj nie korzystają.

Przy czym różnice w wysokości opłat są olbrzymie. Na przykład, Old Mutual w ub.r. zapłacił BNP Paribas i innym bankom 2,75% za zorganizowanie oferty uprzywilejowanych papierów wartościowych o wartości 750 mln USD. Opłata za otwarcie linii kredytowej na miliard funtów kosztowała zaś spółkę 20 pkt bazowych.

Bloomberg