SLD, które dysponuje razem z Unią Pracy 173 głosami, znalazło się pod ścianą. Aby mieć pewność, że rząd Marka Belki uzyska wotum zaufania, kandydat na premiera musi zyskać poparcie 230 posłów. A do tego niezbędne jest wsparcie jeszcze jednej dużej partii politycznej (oczywiście zakładając, że część tzw. "planktonu politycznego" poprze nowy rząd). Były koalicjant dysponujący 37 głosami wydaje się idealnym rozwiązaniem. - Powinniśmy podjąć dyskusje merytorycz-ną, a nie z góry negować celowość istnienia rządu Marka Belki - uważa Krzysztof Janik, przewodniczący SLD. - I na taką właśnie dyskusję z PSL w najbliższych dniach liczę - dodał. Intensywne rozmowy między oboma ugrupowaniami trwają już od paru dni. Zbigniew Kuźmiuk, przewodniczący PSL, powiedział, że Sojusz w zamian za poparcie rządu Belki zaproponował jego partii stanowisko wicepremiera, ministra sprawiedliwości, środowiska, a także zdrowia. - Był także gotowy na kolejne ustępstwa, jeśli wyrazilibyśmy chęć dalszych rozmów - dodał. PSL oferty jednak nie przyjęło. Krzysztof Janik nie chciał skomentować wypowiedzi przewodniczącego klubu PSL. Przyznał jednak, że ciągle liczy na zmianę stanowiska oraz zamierza dalej przekonywać ludowców. - Jestem dobrej myśli. Wierzę, że rozmowy, jakie prowadzimy, pozwolą poznać prawdziwe intencje PSL - powiedział K. Janik. Nie wykluczył także rozmów o objęciu stanowiska premiera przez lidera PSL - Janusza Wojciechowskiego. - Będę się zapoznawać z tą kandydaturą, jeśli taka padnie - powiedział. - Osobiście jednak uważam, że jeśli rząd Belki nie uzyska wymaganego poparcia, to SLD nie powinno uczestniczyć w drugim etapie wyłaniania rządu - dodał K. Janik.