Reklama

Europa nie nadąża za USA

Charakterystyczną cechą gospodarki europejskiej był tradycyjnie dynamiczny rozwój oraz szybki wzrost efektywności. Jednak w połowie minionego dziesięciolecia doszło do zahamowania tej tendencji i Europa zaczęła pozostawać w tyle za Stanami Zjednoczonymi.

Publikacja: 06.05.2004 10:02

Cztery lata temu, podczas spotkania na szczycie w Lizbonie, przywódcy państw UE postanowili nadrobić ten dystans, a nawet wyprzedzić rywala zza Atlantyku. Osiągnięcie tego celu okazało się jednak trudniejsze niż przewidywano. Wymaga bowiem głębokich reform strukturalnych oraz konsekwentnej polityki, która wspierałaby innowacyjność i sprzyjała podnoszeniu konkurencyjności.

Przez trzy dziesięciolecia, począwszy od połowy lat 60., gospodarka europejska zbliżała się do amerykańskiej pod względem efektywności, a jednocześnie malała różnica w poziomie życia między Europą Zachodnią a USA. Połowa lat 90. przyniosła jednak niekorzystny zwrot i wymazanie części wcześniejszych osiągnięć.

Według wstępnych danych z 2003 r., PKB na jednego mieszkańca UE stanowił tylko 72% analogicznego wskaźnika w USA, chociaż między krajami członkowskimi istniały pod tym względem bardzo duże różnice. Najzamożniejszy Luksemburg wyprzedzał Stany Zjednoczone prawie o 37%, podczas gdy Grecja i Portugalia miały PKB na jednego mieszkańca odpowiadający 50%-55% poziomu w USA.

Źródła słabości

Do pogłębienia dysproporcji między Europą Zachodnią a USA przyczyniło się kilka czynników. Pierwszym z nich był szybszy wzrost osiągnięty w drugiej połowie lat 90. przez gospodarkę amerykańską niż zachodnioeuropejską - 3,9% rocznie wobec 2,6%. W tym okresie jeszcze bardziej w tyle pozostała Japonia, gdzie PKB zwiększał się w tym okresie tylko o 1,1% rocznie.

Reklama
Reklama

Europa Zachodnia nie mogła też dorównać rywalowi zza oceanu pod względem wielkości zatrudnienia oraz wzrostu wydajności pracy. Stopa zatrudnienia w UE wynosiła w 2001 r. 66% wobec 75% w USA. Oprócz większego bezrobocia wpłynęło na to również skrócenie czasu pracy. Europejczykom, w przeciwieństwie do Amerykanów, zależało bowiem bardziej na odpoczynku niż na dodatkowych dochodach.

Różnica w wydajności pracy wynikała zarówno z jej wolniejszego wzrostu w UE, jak i znacznie szybszego po drugiej stronie Atlantyku. W efekcie średnia dla Unii wyniosła w 2001 r. 73% poziomu w USA. Wydajność pracy zależy nie tylko od czasu, lecz także od innych czynników, takich jak organizacja, wielkość nakładów inwestycyjnych czy postęp techniczny. Również w tych dziedzinach Stany Zjednoczone zwiększyły dystans dzielący je od Unii Europejskiej.

Druga połowa lat 90. przyniosła bardzo szybki wzrost inwestycji, związany z dynamicznym rozwojem informatyki oraz telekomunikacji, któremu towarzyszył spadek cen nowoczesnych urządzeń. Tymczasem w Unii nakłady na nowoczesną technologię rosły wolniej niż w poprzednich latach, zwłaszcza w największych krajach członkowskich, takich jak Niemcy, Włochy i Hiszpania. W USA nasyceniu gospodarki najnowszymi technologiami towarzyszyła rosnąca liczba zatrudnionych i obydwa te czynniki przyśpieszyły wzrost gospodarczy.

Miniona dekada była pod tym względem najgorsza dla gospodarki japońskiej, gdzie inwestycje i postęp techniczny nie pobudziły wzrostu efektywności, a przeciwnie - nastąpił jej spadek.

Strategia lizbońska

Odpowiedzią na ekonomiczną i technologiczną dominację USA była przyjęta w marcu 2000 r. tzw. strategia lizbońska. Podczas spotkania na szczycie w stolicy Portugalii przywódcy państw UE wyrazili chęć stworzenia w ciągu dziesięciu lat najbardziej konkurencyjnej i dynamicznie rozwijającej się gospodarki na świecie. Jej podstawowym atutem miała być nowoczesność. Postanowiono jak najpełniej wykorzystać potencjał naukowy oraz zwiększyć nakłady na badania i rozwój tak, aby do końca obecnej dekady stanowiły 3% produktu krajowego brutto państw członkowskich. Dwie trzecie tych środków powinno pochodzić spoza ich budżetów.Zgodnie ze strategią lizbońską, za niezbędne uznano też zmiany strukturalne. Obok zwiększonej innowacyjności miały one zapewnić trwały rozwój gospodarczy oraz jak najpełniejsze zatrudnienie. Ustalono, że do 2010 r. powinno ono wzrosnąć do 70%.

Reklama
Reklama

Zawiedzione nadzieje

W cztery lata po wyznaczeniu tych ambitnych celów okazało się, że ich osiągnięcie będzie bardzo trudne. Drugi Raport Lizboński przygotowany przez Światowe Forum Gospodarcze wykazał, że pod względem efektywności Unia Europejska jako całość nie zbliżyła się do Stanów Zjednoczonych. W dalszym ciągu są one bardziej zaawansowane, jeżeli chodzi o innowacyjność oraz tworzenie warunków sprzyjających rozwojowi przedsiębiorczości, a więc w dziedzinach, od których najbardziej zależy wzrost gospodarczy i konkurencyjność.

Na tym tle wyróżniają się trzy państwa skandynawskie - Finlandia, Dania i Szwecja, które osiągnęły pod wieloma względami lepsze wyniki niż USA. Dominują one zwłaszcza jeżeli chodzi o rozbudowę branży internetowej oraz zrównoważony rozwój gospodarczy. Spośród czterech krajów UE należących do grupy G7 najlepiej oceniono Wielką Brytanię, która ustępuje tylko trzem państwom skandynawskim. Zdecydowanie w tyle pozostały natomiast kraje południowoeuropejskie - Hiszpania, Włochy, Portugalia i Grecja, przy czym gospodarkę hiszpańską oceniono lepiej niż włoską.

Wśród nowych państw Unii Europejskiej najlepsze oceny uzyskały Estonia i Słowenia - pierwsza dzięki stworzeniu dobrych warunków dla przedsiębiorczości i wysokiemu poziomowi rozwoju społeczeństwa informacyjnego, druga za rozwiniętą branżę internetową oraz zrównoważony rozwój gospodarczy. Ciekawe, że najlepiej ocenieni nowi członkowie UE osiągnęli wyższy poziom konkurencyjności od najsłabszych krajów, które należały wcześniej do tego ugrupowania.

Trudna pogoń

Autorzy Drugiego Raportu Lizbońskiego uważają, że osiągnięcie wyznaczonych w 2010 r. celów jest wciąż realne, ale pod warunkiem, że państwa UE skupią uwagę na przyspieszeniu reform. Za szczególnie ważne uznano trzy dziedziny: tworzenie dogodniejszych warunków dla innowacji i badań naukowych, budowę społeczeństwa informacyjnego oraz wspieranie rozwoju sektora prywatnego w gospodarce.

Reklama
Reklama

Atutem Unii Europejskiej jest rozległy rynek. Ugrupowanie to ma też pokaźne rezerwy w postaci niepełnego zatrudnienia, które w razie potrzeby można wykorzystać, podczas gdy w USA tego rodzaju rezerwy są ograniczone. Element ten nie ma jednak decydującego znaczenia. Na dłuższą metę kluczem do sukcesu jest bowiem wzrost wydajności pracy, wsparty nakładami inwestycyjnymi i innowacyjnością.

Słabymi stronami UE są wysokie podatki oraz olbrzymie koszty świadczeń socjalnych w starzejących się społeczeństwach. Stanowią one poważne utrudnienie na drodze do większej efektywności.

Tymczasem rządy krajów UE nie mogą z taką swobodą jak ostatnio prezydent George W. Bush obniżać podatków, aby stworzyć bodźce do zwiększonej aktywności ekonomicznej. Uniemożliwiają im to bowiem limity dotyczące deficytów budżetowych. Tymczasem na przeszkodzie zmianom ustawodawstwa regulującego rynek pracy i świadczenia socjalne stoi groźba spadku popularności.

Unia ma też problem z ożywieniem gospodarki za pomocą instrumentów polityki pieniężnej. Niewiele zmienia tu istnienie strefy euro i Europejskiego Banku Centralnego, gdyż konsumenci - w przeciwieństwie do amerykańskich - są mniej uzależnieni od kredytów i dlatego w niewielkim stopniu reagują na obniżki stóp procentowych. Na przykład, kredyty hipoteczne odpowiadają w strefie euro tylko 30% łącznego produktu krajowego brutto, podczas gdy w USA udział ten sięga 50%.

W tych warunkach pozytywne sygnały, takie jak poprawa nastrojów przedsiębiorców, nie zwiększają zaufania zachodnioeuropejskich konsumentów do gospodarki UE. Tym samym traci ona szczególnie ważny impuls do rozwoju, gdyż w krajach wysoko uprzemysłowionych to od popytu konsumpcyjnego najbardziej zależy tempo wzrostu gospodarczego.Jeżeli Unia Europejska nie zdoła usunąć wad strukturalnych i braków instytucjonalnych, co po rozszerzeniu o dziesięć państw będzie jeszcze trudniejsze, może nie tylko stracić dystans do USA. Realne zagrożenie stanowi także nowoczesna, choć przeżywająca trudności Japonia, a w dalszej perspektywie dysponujące ogromnym potencjałem, dynamicznie rozwijające się Chiny i Indie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama