Cztery lata temu, podczas spotkania na szczycie w Lizbonie, przywódcy państw UE postanowili nadrobić ten dystans, a nawet wyprzedzić rywala zza Atlantyku. Osiągnięcie tego celu okazało się jednak trudniejsze niż przewidywano. Wymaga bowiem głębokich reform strukturalnych oraz konsekwentnej polityki, która wspierałaby innowacyjność i sprzyjała podnoszeniu konkurencyjności.
Przez trzy dziesięciolecia, począwszy od połowy lat 60., gospodarka europejska zbliżała się do amerykańskiej pod względem efektywności, a jednocześnie malała różnica w poziomie życia między Europą Zachodnią a USA. Połowa lat 90. przyniosła jednak niekorzystny zwrot i wymazanie części wcześniejszych osiągnięć.
Według wstępnych danych z 2003 r., PKB na jednego mieszkańca UE stanowił tylko 72% analogicznego wskaźnika w USA, chociaż między krajami członkowskimi istniały pod tym względem bardzo duże różnice. Najzamożniejszy Luksemburg wyprzedzał Stany Zjednoczone prawie o 37%, podczas gdy Grecja i Portugalia miały PKB na jednego mieszkańca odpowiadający 50%-55% poziomu w USA.
Źródła słabości
Do pogłębienia dysproporcji między Europą Zachodnią a USA przyczyniło się kilka czynników. Pierwszym z nich był szybszy wzrost osiągnięty w drugiej połowie lat 90. przez gospodarkę amerykańską niż zachodnioeuropejską - 3,9% rocznie wobec 2,6%. W tym okresie jeszcze bardziej w tyle pozostała Japonia, gdzie PKB zwiększał się w tym okresie tylko o 1,1% rocznie.