Tak. Dlatego, że pani wicepremier Jaruga-Nowacka, mówiąc o "zmiękczeniu", nie ma na myśli "rozwodnienia" tych propozycji, które stanowią podstawową część planu Hausnera. Natomiast mówi o tym, żeby program rządu nie ograniczał się tylko do planu Hausnera, aby wychodził, najogólniej rzecz ujmując, do człowieka. I my konstruujemy taki pakiet działań, nazwijmy to "dla wyrównywania szans". Poza tym, chcemy być w pełni świadomi, że każde działanie rządu ma swój wymiar ludzki, społeczny. I wcale to nie oznacza nic złego dla dyscypliny finansowej. Wręcz przeciwnie. Uważam, że taka polityka gospodarcza, która nie uwzględnia elementów społecznych lub przynajmniej nie jest ich świadoma, jest złą polityką. I może być udana tylko na krótką metę.
Ekonomiści twierdzą, że obecny wzrost gospodarczy nie jest pełny. Owszem, rośnie PKB, rośnie produkcja, rośnie eksport, ale inwestycje już nie, a bezrobocie jest wciąż na bardzo wysokim poziomie. Czy sądzi Pan, że to już jest ten moment, w którym możemy konsumować ten niepełny wzrost gospodarczy?
Tak naprawdę my nie konsumujemy, tylko w dalszym ciągu mówimy o koniecznych racjonalizacjach tu i ówdzie.
Mówiąc "konsumować", mam na myśli wydatki socjalne, te wynikające ze wspominanej wielokrotnie przez Pana wrażliwości społecznej.
Wrażliwość społeczna jest potrzebna zarówno w kryzysie, jak i w dobrej sytuacji. Bo trzeba rozróżnić wyrzucanie pieniędzy, szastanie nimi, od punktowego kierowania naszej uwagi i naszych środków tam, gdzie są obszary nie tylko biedy, ale wręcz skrajnej biedy. Wie pan, co kosztuje najdrożej? Takie marnowanie pieniędzy poprzez rozdawanie każdemu po 50 groszy. To jest bezsens, dlatego, że te pieniądze nie przynoszą żadnego pozytywnego efektu dla beneficjentów - czasem tylko denerwują - natomiast kosztują znacznie. Także ja uważam, że nie ma, a w każdym razie nie musi być, konfliktu między dyscypliną finansową a dążeniem do wyrównywania szans, dążeniem do likwidacji patologii.
Za taką patologię uznał Pan m.in. stary portfel emerytalno-rentowy. Jest Pan zwolennikiem jego zlikwidowania. Wicepremier Jaruga-Nowacka myśli także, co publicznie zadeklarowała, o wprowadzeniu zerowej stawki podatku dla najuboższych i pracowników sezonowych.