Jukosowi zarzuca się, że w 2000 r. oszukał fiskusa na gigantyczną kwotę 3,4 mld USD. Przesłuchania w moskiewskim sądzie arbitrażowym w tej sprawie rozpoczęły się w piątek. Rząd rosyjski chce, aby spółka zwróciła zaległą kwotę, co może doprowadzić do bankructwa drugiego co do wielkości producenta ropy naftowej w Rosji. Twarde stanowisko wyraził w środę, w wywiadzie dla gazety "Komiersant", rosyjski minister finansów Aleksiej Kudrin, który stwierdził, że rząd będzie wywierał coraz większe naciski na spółkę, aby uregulowała zobowiązania.

A nacisków wcześniej nie brakowało. Już w połowie ub.r. aresztowano właściciela firmy Michaiła Chodorkowskiego i jego bliskiego współpracownika Płatona Lebiediewa. Nieoficjalnie mówiono, że to walka polityczna przed grudniowymi wyborami do parlamentu. Chodorkowski wspierał bowiem finansowo partie opozycyjne wobec Kremla. Niedawno wydano zakaz pozbywania się przez Jukos aktywów, a mówi się, że możliwe jest zajmowanie przez fiskusa wpływów spółki ze sprzedaży ropy.

To wszystko szkodzi notowaniom firmy. Tylko w ciągu ostatniego tygodnia jej akcje staniały o 13%, co oznacza spadek kapitalizacji aż o 3,9 mld USD. W piątek, gdy rozpoczęły się przesłuchania, walory Jukosu staniały o 4,5%.