Ewidentnie krajowe rynki finansowe "rozjechały się". O ile wciąż złoty pozostaje mocny, na rynku obligacji wciąż dominują sprzedający. Wśród inwestorów panuje lekka dezorientacja. Przez bardzo długi czas krótki koniec krzywej był postrzegany jako najbezpieczniejszy i większość funduszy skróciła swoją durację portfeli. Teraz okazało się, że było to wielka pułapką, gdyż krótki koniec traci najbardziej.
Krzywa rentowności zaczęła dyskontować znaczne, szybkie podwyżki stóp procentowych przez NBP. Takie oczekiwania wydają się nieracjonalne.
Ale może taka ocena nie jest wcale oczywista. Krótkoterminowe stopy wcale nie musza być zbliżone do stopy interwencyjnej NBP. Zjawisko nadpłynności sektora bankowego, które przywiązywało krótkoterminowe stopy rynkowe do stopy, po której bank centralny "ściągał" pieniądz, powoli zanika. To oznacza, że krótkoterminowe stopy mogą coraz częściej testować poziom stopy lombardowej, czyli obecnie 6,75%. Podwyżki stóp procentowych przez RPP będą tylko podwyższały ten poziom. To może tłumaczyć (wydawałoby się) abstrakcyjny poziom rentowności obligacji w 2-letnim sektorze.
Skrócenie przez krajowych inwestorów instytucjonalnych duracji portfeli to dodatkowy czynnik ryzyka na krótkim końcu krzywej. Zmiana struktury portfeli może spowodować dalszy wzrost rentowności, niezależnie od oceny fundamentalnej.
Kolejnym negatywnym czynnikiem jest systematyczny odpływ pieniędzy z funduszy obligacyjnych. To zmusza zarządzających do sprzedaży obligacji, niezależnie od ich oceny rynku.