Ciągłe polowanie na dołek musi kończyć się właśnie w taki sposób. Każda sesja była odbierana przez dużą część graczy jako możliwość zatrzymania spadków i pojawienia się odbicia. W efekcie notowania kończyły się zwykle kolejnym spadkiem cen. Działa tu znane prawo, że wątpliwości w istnienie tendencji powodują, że ma ona większe szanse na kontynuację. Gdy już wszyscy pogodzą się, że trend spadkowy jest faktem, można przypuszczać, że przyjdzie czas na wzrost. Kto bowiem będzie jeszcze miał sprzedawać?

Polowanie na dołek nie ominęło także i wczorajszej sesji. Zaczęliśmy od poważnego spadku cen. Już w czasie pierwszej godziny notowań kontrakty oddaliły się od poziomu piątkowego zamknięcia o 3%. Była dość nerwowa reakcja na słabą sesję w USA w piątek oraz fatalną wręcz w Tokio w poniedziałek. Nastroje na rynku akcji także były złe. Indeks zaczął spadkiem o prawie 3%, a obiektem podaży były największe spółki.

Poranne luki bessy straszyły swym ogromem i już do końca sesji nie zostały zamknięte. Ba, popyt był tak słaby, że luki nie były nawet atakowane - ceny nie zbliżyły się do poziomów otwarcia. Luka bessy i czarna świeca na wykresie dziennym niczego dobrego nie wróżą. Czy kolejna sesja może przynieść odbicie? Być może, tylko należy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy opłaca się łapać dołek? Dotychczasowe próby przysporzyły jedynie strat próbującym. Nie lepiej iść z falą? Skoro spada, to nie szukajmy okazji do kupna, ale obserwujmy ewentualne sygnały zakończenia spadku. Nie szukajmy wsparć, ale obserwujmy opory. Obecnie pierwszebędą naturalnie wczorajsze luki na wykresach cen kontraktów i indeksu. Pokonanie oporu będzie wiarygodniejszym sygnałem kupna, niż jedynie zatrzymanie spadku na jakiś "potencjalnym" wsparciu.