Podstawowym zagrożeniem, może nie krótkofalowym, ale dotyczącym fundamentów wzrostu, jest to, co można nazwać syndromem nieefektywnego państwa. To jest zagrożenie podstawowe dla rozwoju naszej gospodarki. A więc - chaos w polityce, który - miejmy nadzieję - zostanie wkrótce przezwyciężony, rozrost administracji, nierównowaga finansów publicznych, narastanie długu publicznego, a także - złe prawo, nieskuteczne sądy oraz korupcja. O tych ostatnich zjawiskach ekonomiści mówią może rzadziej, ponieważ skupiają się na aspektach makroekonomicznych, czyli na równowadze finansów i niskiej inflacji. To niezwykle ważne, ale w naszej gospodarce te czynniki, o których wspomniałem, mogą poważnie ograniczyć możliwości szybkiego rozwoju w przyszłych latach.
Aby pokazać, jakie znaczenie ma prawo dla gospodarki, można byłoby ją porównać do gry. Prawo to reguły tej gry. Sądy oraz państwo to arbitrzy, a przedsiębiorstwa to grający. Proszę sobie wyobrazić, jak by toczyła się gra, gdyby jej reguły były złe, nieprzejrzyste i nieznane osobom, które w tę grę grają. Gdyby arbitrzy wydawali orzeczenie o faulu po wielu miesiącach. Taka gra byłaby chaotyczna i nie prowadziłaby do najlepszych wyników. Tymczasem nasze przepisy prawne często są złe, a egzekwowanie prawa pozostawia wiele do życzenia. Jak informuje jeden z ostatnich raportów Banku Światowego, w Polsce rozpatrywanie spraw gospodarczych trwa w sądach przeciętnie ok. tysiąca dni i na sto zbadanych krajów zajmujemy pod tym względem bardzo dalekie miejsce. To jest miara niskiej sprawności naszych sądów. Biorąc pod uwagę te czynniki, koszty transakcyjne w naszej gospodarce są bardzo wysokie, co powoduje nieefektywną alokację zasobów i duże straty społeczne. To jest tak, jak by rzucić trochę piasku w tryby mechanizmu. Musimy uporządkować system prawny, wprowadzić reguły antykorupcyjne, aby naoliwić mechanizm gospodarczy, puścić go w żwawy ruch, wyzwolić przedsiębiorczość. To naprawdę bardzo duże wyzwanie w dłuższej perspektywie. To - również w dłuższej perspektywie - jest sposób na walkę w bezrobociem, które jest innym poważnym zagrożeniem dla wysokiego wzrostu gospodarczego.
W raporcie pada także stwierdzenie, że w tym roku przekroczenie przez dług publiczny poziomu 55% PKB jest "nieuniknione". Czy rzeczywiście?
Będziemy zbliżać się do tego wskaźnika. Wyliczenia Ministerstwa Finansów czy Ministerstwa Gospodarki i Pracy wskazują, że na koniec tego roku dług publiczny wyniesie ponad 54%. Jest też problem liczenia tych wielkości - gdybyśmy przeszli na system ESA95, poziom długu statystycznie spadłyby o ok. 7 pkt proc. Trudno więc w tej chwili powiedzieć, jakie będą rozwiązania ostateczne. Jednak dramatyczne dostosowania, jakie nastąpiłyby, gdybyśmy przekroczyli konstytucyjny poziom 60% PKB, w tej gospodarce są mało prawdopodobne do przeprowadzenia.
Prognozy to zawsze prognozy. Nie zawsze są trafne. Co jest najtrudniejszą rzeczą przy ich konstruowaniu?
Pewnym problemem są dane. U nas obejmują one okres od 1994 roku. Tymczasem im dłuższy okres obejmują, tym lepiej będzie funkcjonować model. Jednak największą sztuką jest skonstruowanie dobrego modelu, który będzie generował dobre prognozy. Nasz model to relatywnie prosty model wektorowo-autoregresyjny, który pozwala na generowanie prognoz krótkookresowych. Prognozujemy więc na kilka kwartałów do przodu. Nasze dotychczasowe prognozy nie były złe, więc mamy nadzieję, że te także się sprawdzą. Zwłaszcza że są dobre dla polskiej gospodarki.