Wczorajszą sesję trudno traktować inaczej, jak tylko próbę odreagowania po dość drastycznej przecenie. Obroty nie były duże, a skala odbicia - zupełnie niewspółmierna do spadku, jaki nastąpił wcześniej. Nie chodzi tu tylko o starty z tego tygodnia, zniżka trwa przecież od 14 kwietnia. Uwagę zwraca przede wszystkim determinacja sprzedających: na 20 ostatnich sesji tylko w czterech przypadkach poziom zamknięcie indeksu WIG20 był wyższy, niż jego otwarcie. Na wykresie świecowym białe korpusy są jednak bardzo małe, podczas gdy niektóre czarne mogą porażać swoimi rozmiarami. Jeśli jeszcze dodamy do tego otwartą w poniedziałek lukę bessy, na WIG20 obejmującą zakres 1665-1704 pkt., to wnioski nie mogą być wesołe. Potencjał wzrostowy tego indeksu w tej chwili można ocenić na 3-4%. Przy czym by go osiągnąć byki będą musiały się solidnie napracować. Pokonanie poziomu 1700 pkt, bez wspomagania z zewnątrz (jakieś mocno pozytywne wydarzenie w polityce, silne wzrosty na giełdach światowych), nie jest zbyt prawdopodobny. Pewną nadzieję mogła rozbudzić lektura wtorkowej prasy, kiedy to gazety podchwyciły temat spadków na GPW. Niestety, doniesienia i komentarze nie były jeszcze dość katastroficzne, nie ogłoszono też początku bessy. Najwyraźniej poziom pesymizmu wśród inwestorów nie przekroczył jeszcze "masy krytycznej", aby można było stwierdzić, że tzw. "słabe ręce" akcji się już pozbyły (warto zwrócić uwagę, że 13 kwietnia media z radością doniosły o historycznych rekordach na GPW).

Skala przeceny jaka się już dokonała, każe podejrzewać, iż mamy do czynienia z korektą półtorarocznej hossy. Trudno w tej chwili ocenić zasięg tego ruchu, ale osiągnięcie przez WIG20 poziomu około 1500 pkt nie było niczym dziwnym. Obecnie na kondycji światowych giełd (w więc i naszej) cieniem kładą się wydarzenia z Iraku i bliska perspektywa podwyżek stóp procentowych.

Zwróć uwagę:

Getin - potencjał spadkowy waloru i presja podażowa wydają się wyczerpywać; na 1,9 zł znajduje się twarde wsparcie.