ING Groep, największa bankowo-ubezpieczeniowa instytucja w Holandii, zarobiła na czysto 1,2 mld euro, podczas gdy w pierwszym kwartale przed rokiem notowała zysk w wysokości 167 mln euro. Analitycy nie sądzili, że poprawa będzie aż tak znaczna - średnia prognoza wynosiła 1 mld euro. Michel Tilmant, od początku stycznia dyrektor generalny ING, nie chciał wczoraj powiedzieć, czy cały rok będzie tak dobry. Stwierdził jedynie, że bank nadal będzie baczył na koszty.

Zysk operacyjny pionu bankowości ING zwiększył się w minionym kwartale o 65%, do rekordowych 657 mln euro. Wyraźnie spadły rezerwy na tzw. stracone kredyty, z 325 mln euro przed rokiem, do 137 mln euro. Analitycy wskazują, że gałąź bankową czeka pogorszenie wyników, jeśli dojdzie do podwyżki stóp procentowych. W dziedzinie ubezpieczeń ING też zarobiła więcej, ale tylko o 6% - zysk wyniósł 534 mln euro.

Wynik netto przed rokiem byłby znacznie lepszy, ale grupa odpisała wówczas 735 mln euro z uwagi na straty na inwestycjach kapitałowych, skumulowane z poprzednich okresów. W ostatnim czasie koniunktura na rynkach akcji była jednak znacznie lepsza i tym razem ING mógł dopisać 11 mln euro.

Dyrektor finansowy Cees Maas liczy, że w najbliższym czasie wyniki będą napędzać ING Direkt i oddziały ubezpieczeń na życie z rynków wschodzących. ING Direkt, jednostka oferująca usługi bankowe przez telefon i internet, zwiększyła zysk przed opodatkowaniem jedenastokrotnie, do 77 mln euro. Powstała 9 lat temu, a swoim zasięgiem zdążyła już objąć Australię czy USA. - Bankowość internetową czeka niesamowity rozwój - twierdzą analitycy.

Przy okazji ogłoszenia wyników ING poinformował, że sprzedaje swoją połowę udziałów w ubezpieczeniowym joint venture w Australii, utworzonym z QBE Insurance Group, liderem na tamtejszym rynku ubezpieczeń nieruchomości i od wypadków. Otrzyma za nie od QBE ok. 530 mln USD.