Gdyby odpowiadać na to pytanie z punktu widzenia analizy technicznej, to odpowiedź brzmiałaby - jeśli tak, to nieprędko. Na razie jednak kilka najbliższych sesji może okazać się całkiem udanych. Od szczytu z 13 kwietnia WIG20 stracił prawie 14%. To typowy "rozmiar" spadku, po którym koniunktura poprawia się. Niemal dokładnie tyle samo indeks stracił we wszystkich trzech zeszłorocznych falach spadkowych (zakończonych w marcu, wrześniu i listopadzie). Wyczerpał się także zasięg zniżki, wynikający z wysokości kanału wzrostowego, który WIG20 opuścił pod koniec kwietnia. To też dobra okazja do poprawy koniunktury.
Tylko odreagowanie po wrześniowej wyprzedaży nie doprowadziło WIG20 do nowych maksimów. Nawet jednak wtedy indeks zyskał 14%. Wątpię jednak, żeby czekała nas powtórka z rozrywki. Wzrost? Być może, ale niezbyt okazały.
Najsilniejszą przeszkodą na drodze kupujących jest poniedziałkowa luka bessy. Górne ograniczenie tej formacji znajduje się na poziomie 1700 punktów. Od piątkowego zamknięcia (1624,5 pkt) dzieli nas od tej wartości jeszcze 70 punktów.
Połamane trendy
Gwałtowna wyprzedaż sprawiła, że wykres WIG20 znalazł się poniżej głównej linii trendu wzrostowego. To istotny sygnał sprzedaży ze strony wskaźników technicznych, poparty dodatkowo wszelkimi możliwymi zachętami do pozbycia się akcji.