W niedzielę Socjaldemokracja Polska przedstawiła plan, który pozwoliłby funkcjonować gabinetowi M. Belki do jesieni. Ma on zapobiec sierpniowym wyborom, do których doszłoby, gdyby nie udało się wyłonić nowego rządu. Zdaniem SdPl, wprawdzie "obecny parlament wyczerpał już całkowicie swoją energię", jednak jest kilka spraw niecierpiących zwłoki, które powinny zostać jak najszybciej załatwione. I tym ma się zająć właśnie rząd Belki.
Gwarancje pisane palcem
po wodzie
Według propozycji SdPl, M. Belka będzie zobowiązany do przedstawienia tzw. minimum programowego, którego zakres zostanie uzgodniony z partiami, gotowymi poprzeć jego gabinet. Po załatwieniu "spraw pilnych" ma nastąpić samorozwiązanie Sejmu. Lider SdPl Marek Borowski zaproponował, aby kluby SLD, UP, SdPl oraz inne skłonne dać Markowi Belce jeszcze pięć miesięcy, wniosły do laski marszałkowskiej projekt uchwały o skróceniu kadencji Sejmu. W odrębnym oświadczeniu kluby mają się także zobowiązać do głosowania za jego przyjęciem. Wówczas nowe wybory mogłyby się odbyć w listopadzie. Jednak jak przyznaje Andrzej Celiński z SdPl, takie zobowiązanie nie ma mocy prawnej, a dotrzymanie takiej deklaracji ma gwarantować przyzwoitość. - Jeśli ktoś postąpi inaczej, będzie całkowicie spalony na scenie politycznej - powiedział.
Rząd minimum programowego