Pełzający krach na rynkach wschodzących trwa. Pełzający - bo przemieszcza się z rynku na rynek. Najpierw sięgnął Brazylii i Argentyny, gdzie w ciągu ostatnich trzech miesięcy notowania giełdowe spadły ponad 15%. Teraz przeniósł się do Azji i na razie nie zamierza opuścić tego kontynentu. Po zbiciu notowań w Hongkongu i w Tokio, wczoraj ogarnął Indie. Indeks BSE30, obejmujący największe tamtejsze firmy spadł ponad 10% i ma najniższą wartość w tym roku. Pytanie, gdzie przeniesie się później pozostaje otwarte.

Na razie giełdy krajów, które 1 maja wstąpiły do Unii Europejskiej, spisują się całkiem nieźle. Wprawdzie czeski PX50, węgierski BUX i polski WIG20 poniosły znaczne straty, ale wyprzedaż na tych rynkach wciąż jest "kontrolowana". W tym tygodniu BUX bronił będzie linii trendu wzrostowego, która opisuje hossę, zapoczątkowaną na tamtejszym rynku w marcu 2003 roku.

Kłopoty rynków wschodzących przenoszą się także na rynki rozwinięte. Na giełdzie we Frankfurcie byki musiały się wczoraj bardzo napracować, żeby obrobić wsparcie wyznaczane na wykresie DAX przez marcowy dołek. W razie zamknięcia sesji poniżej 3726 pkt na wykresie ukształtuje się podwójny szczyt z 400-punktowym zasięgiem spadku. Taka formacja powstała już na wykresie Dow Jones Euro Stoxx, który na zamknięcie wczorajszej sesji miał najniższą wartość w tym roku.

Impuls do wyprzedaży na rynkach europejskich mogą już w poniedziałek dać amerykańskie indeksy. Tutaj również sprawy stoją na ostrzu noża. Wykres S&P 500 już raz zamknął sesję poniżej poziomu marcowego minimum (podobnie jak na wykresie DAX pełni on rolę linii szyi formacji podwójnego szczytu), ale nie spowodowało to dalszej wyprzedaży akcji. Drugie podejście sprzedających do wsparcia w okolicach 1080 pkt może być skuteczne. Także bardzo ważne dla sytuacji technicznej Nasdaq Composite wsparcie na 1900 pkt. jest szybko zagrożone. Na cztery godziny przed zamknięciem notowań indeks znajduje się 20 punktów poniżej tej bariery.