Beef-San nie ma unijnych certyfikatów na rozbiór mięsa i ubój zwierząt. Spółka dostała jednak okres przejściowy na dostosowanie się do standardów zachodnich. - Jeśli chodzi o rozbiór, to będziemy je spełniać w czerwcu. Certyfikaty na ubój dostaniemy po uruchomieniu nowego zakładu - mówi Jerzy Biel, prezes Beef--Sanu. Giełdowa spółka powołała już firmę Carpatia Meat, która zajmie się budową ubojni wołowej. - Mamy grunt i warunki zabudowy oraz firmę wykonawczą i zadatkowaną we Włoszech linię produkcyjną. W lipcu może ruszyć budowa, a odbiór zakładu jest możliwy jeszcze w tym roku - zapewnia prezes J. Biel.

Zarząd przewiduje, że inwestycja pochłonie od 6 do 12 mln zł. Ostateczna wartość projektu będzie zależała od wielkości chłodni i od tego, czy zakład zostanie poszerzony o dział rozbioru. A to rozstrzygnie się w najbliższych tygodniach. Beef-San, który oddalił widmo upadłości, zawierając układ z wierzycielami, sfinansuje inwestycje z kredytu. Ma go udzielić Podkarpacki Bank Spółdzielczy ze środków Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Prezes Biel już wybiega w przyszłość i myśli o pozyskaniu partnera do Carpatii Meat. - Moglibyśmy odsprzedać maksymalnie 49% akcji tej spółki. Pozostaje kwestia wyceny firmy. Uważam, że będzie znacznie wyższa, gdy zakład zacznie działać - twierdzi. Nie ukrywa też, że Beef-San interesuje się hodowlą bydła w Bieszczadach. Na tę działalność będzie potrzebował sporych środków. - Jeżeli akcjonariusze się zgodzą, to firma mogłaby w przyszłym roku podnieść kapitał - mówi J. Biel.

Spółka w I kwartale miała prawie 6,7 mln zł przychodów (takie jak przed rokiem), 9 tys. zł straty operacyjnej i 4 tys. zł zysku netto. W I kw. 2003 r. strata przekraczała milion złotych.

Wczoraj kurs Beef-Sanu wzrósł o 6%, do 1,95 zł, a właściciela zmieniło niecale 5,5 tys. akcji.