- Polski rynek akcji w tym roku wydaje nam się bardziej atrakcyjny od czeskiego czy węgierskiego - mówi Andreas Gummich, szef DWS Investments, spółki z grupy Deutsche Banku, zajmującej się m.in. zarządzaniem funduszami. Jego zdaniem, na warszawskiej giełdzie będzie też można w tym roku zarobić więcej niż na rynkach Europy Zachodniej. Wskaźniki cena/zysk dla notowanych tam spółek są obecnie o 20-30% wyższe niż dla firm z GPW. Od połowy kwietnia na naszym rynku trwa korekta. Kilka ostatnich sesji przyniosło poprawę nastrojów.

Dlaczego ceny akcji w Polsce mają rosnąć? - Bo gospodarka rozwija się dwa-trzy razy szybciej niż w Europie Zachodniej, koszty pracy są dużo niższe, będą płynąć pieniądze z funduszy unijnych - wylicza A. Gummich. Jego zdaniem, wzrost PKB w naszym kraju wyniesie w tym roku 4,7%. Dla porównania, gospodarki Niemiec i Francji będą się rozwijać w tempie 1,5%. DWS szacuje, że całkowite koszty pracy w Polsce wynoszą obecnie 2,6 USD na godzinę w porównaniu z ponad 20 USD w Stanach Zjednoczonych i 24 USD w Niemczech. Kolejny czynnik pozytywnie oddziałujący na nasz rynek akcji to napływ pieniędzy z funduszy emerytalnych.

W opinii specjalistów z DWS, Polacy nie powinni na razie myśleć o inwestowaniu za granicą. Po pierwsze dlatego, że na krajowym rynku będzie można zarobić więcej, a po drugie - dlatego że w najbliższych 12 miesiącach złoty powinien się umocnić (inwestycje zagraniczne stają się wtedy mniej dochodowe). - O dywersyfikacji oszczędności poprzez ulokowanie części z nich za granicą radziłbym pomyśleć najwcześniej za rok - mówi A. Gummich.

Jan Mieczkowski, prezes DWS w Polsce, dodaje, że jego firma na razie nie wprowadzi na krajowy rynek funduszy zagranicznych. Od momentu wejścia Polski do UE zagraniczne instytucje zarządzające aktywami mogą bez większych ograniczeń oferować u nas swoje produkty. Pierwsze wnioski dotyczące dystrybucji funduszy trafiły już do Komisji Papierów Wartościowych.