Poniedziałkowa biała świeca, która przerwała bezprecedensową w historii notowań pochodnej serię czarnych korpusów najwyraźniej wciąż zbiera swoje żniwo. Wtorkowe doji nie było wstępem do dalszej przeceny, ale jedynie wyrazem niepewności podczas zbliżania się do strefy luki bessy. Sytuacje, gdy takie właśnie emocje biorą górę, będą w tym ruchu chyba dość częste. To znana wspinaczka po drabinie strachu, która na dodatek ma dość precyzyjnie wyznaczone szczeble. W środę kontrakty zmierzyły się z pierwszym z nich, położonym na 1675 pkt - gdzie znajduje się 23,6% zniesienie Fibonacciego. I byki wygrały tę bitwę.

O wiele poważniejszego starcia należy oczekiwać na poziomie

38-proc. zniesienia (1716 pkt.). To miejsce, gdzie zbiegają się aż trzy istotne bariery techniczne: pokonana linia rocznego trendu wzrostowego, wzmiankowana luka bessy oraz wewnętrzna, opadająca linia trendu, poprowadzona z sierpniowego szczytu. "Złote zniesienie" znajduje się na 1750 pkt i wraz z EMA-55 wydaje się wobec powyższego poza zasięgiem bieżącej korekty. Czy jest więc sens rozpatrywać wariant zniesienia całej fali spadkowej?

Rzeczywiście, podczas analizowania wykresu dziennego pochodnej trudno o punkt zaczepienia, który pozwoliłby podważyć tezę o zmianie trendu długoterminowego. Teoretycznie dopiero, gdyby bessa została zniesiona w stopniu większym od umownych 62%, można by dopuszczać ten wariant. Nie mniej jednak już teraz warto obserwować pod tym kątem zachowanie indeksu szerokiego rynku, tj. WIG, który obronił długoterminową linię trendu wzrostowego oraz pułap poprzedniej fali wzrostowej zakończonej w październiku ub.r. Jeśli uda mu się przymknąć lukę bessy położoną na 23 600 pkt. będzie to oznaczało, że na szerokim rynku popyt jeszcze nie kapituluje.