Na koniec kwietnia resort finansów na różnego rodzaju lokatach i rachunkach posiadał blisko 20 mld zł. Pieniądze te leżały - zgodnie z przepisami - na kontach NBP, który prowadzi rachunki budżetu. W rezultacie - znacznie spadła płynność banków, co spowodowało wzrost krótkoterminowych stóp procentowych oraz... kłopoty ze sprzedażą bonów skarbowych. Banki, które nie miały pieniędzy na zakup bonów, żądały wysokiej rentowności. MF nie chciał się zgodzić na taki wzrost kosztów obsługi długów. W rezultacie resort odwołał na początku maja jeden z przetargów bonów skarbowych.
O tym, że MF chce rozwiązać ten problem, pisaliśmy w ubiegłym tygodniu. Najprostszym rozwiązaniem było lokowanie wolnych środków w bankach komercyjnych - i na nie zdecydował się resort finansów. Jak poinformował wczoraj, od tej chwili lokaty MF będzie prowadzić Bank Gospodarstwa Krajowego. Będzie on miał prawo dokonywania operacji na tych środkach (repo oraz transakcji odkupu i odsprzedaży bonów skarbowych - tzw. buy-sell-back).
Co to oznacza dla banków? W sytuacji gdy bankom będzie brakowało pieniędzy, będą mogły pożyczyć je od BGK, sprzedając mu np. bony skarbowe na wyznaczony z góry okres. Banki dostaną wówczas gotówkę, którą będą mogły przeznaczyć na kredyty lub zakup nowych bonów skarbowych. BGK będzie zarabiał na prowizjach.
Taka sytuacja będzie miała także inne konsekwencje - BGK, pożyczając rządowe pieniądze, będzie w stanie kształtować krótkoterminowe stopy procentowe.
- Możemy mieć coś w rodzaju dwóch banków centralnych - prawdziwy, czyli NBP, oraz BGK - powiedział Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku.