Są formacje techniczne, które jeszcze długo po pełnym ukształtowaniu, pozostają przedmiotem analiz i sporów. Najczęściej ze względu na rozmiary i przypisywaną im zdolność prognostyczną. Najsłynniejszą jest chyba głowa z ramionami, zbudowana na wykresie Nikkei 225 na przełomie lat 80. i 90. Dziś jest wzorcem, do którego przyrównuje się zachowanie S&P 500, po pęknięciu internetowej bańki. Wzór ten razi nieproporcjonalnością (formacja ma wysokość ok. 18 tys. punktów, tymczasem ramiona wznoszą się tylko 5 tys. punktów nad linię szyi) i kilkoma jeszcze poważniejszymi wadami. Na przykład taką, że ruch powrotny trwał ponad cztery lata, a realizacja formacji (o ile wzrost z połowy 1996 roku nie oznacza załamania figury) zabrała 11 lat.
Właśnie decydują się losy niemal równie dużej głowy z ramionami na wykresie DAX. Jeśli nie zostaną przekroczone ukształtowane na początku roku szczyty na wysokości 4150 pkt, formacja znajdzie poczesne miejsce w podręcznikach jako koronny dowód na skuteczność analizy technicznej. Być może to, że na wykresie dziennym i tygodniowym notowania ponownie znalazły się powyżej linii szyi, zostanie uznane za niewiele znaczący feler. Proporcje "niemieckiej" głowy są dużo lepsze niż "japońskiej", ramiona stanowią 35-40% wysokości całej formacji. Obliczenia zasięgu spadku pojawiły się już w jednym z komentarzy, niemniej warte są przypomnienia (patrz ramka).
Na koniec marca zeszłego roku DAX miał 2423 pkt, co oznacza, że zrealizował zasięg spadku (w ujęciu procentowym). Ponieważ na wykresie nie powstała formacja zapowiadająca zamianę trendu na wzrostowy, 10-miesięczną zwyżkę (na wykresie miesięcznym szczyt powstał w styczniu 2004 r.) można interpretować tylko jako odreagowanie, po trzech latach spadków. Teraz jest dobry moment, żeby rozpocząć kolejną falę wyprzedaży.