Reklama

Inwestor z Polski musi mieć te same prawa

Z Witoldem Pochmarą, dyrektorem Departamentu Funduszy Inwestycyjnych w KPWiG, rozmawia Katarzyna Siwek

Publikacja: 02.06.2004 10:50

Od 1 maja na naszym rynku mogą być sprzedawane fundusze, które nie są tworzone w Polsce i nie podlegają nadzorowi Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. KPWiG wydaje tylko zgodę na dystrybucję jednostek uczestnictwa. Czy inwestowanie w takie fundusze jest bezpieczne?

To nie jest do końca tak. Komisja nie będzie wydawać zgody, bo taka nie jest potrzebna. Każdy fundusz, który chce sprzedawać w Polsce jednostki uczestnictwa, musi nas o tym poinformować. Po dwóch miesiącach od momentu przekazania nam takich informacji, może zacząć dystrybucję. Komisji przysługuje natomiast prawo sprzeciwu, jeśli uzna, że działalność zagranicznego funduszu jest niezgodna z polskim prawem. A co do bezpieczeństwa inwestowania w fundusze zagraniczne, to trzeba rozgraniczyć dwie rzeczy: bezpieczeństwo strategii inwestycyjnej i bezpieczeństwo samego funduszu. W pierwszym przypadku jest podobnie, jak z naszymi funduszami: inwestowanie w akcje jest bardziej ryzykowne od inwestowania w papiery dłużne. Trzeba tylko pamiętać o tym, że produkty oferowane przez zagraniczne firmy mogą być bardziej skomplikowane. A to oznacza, że ocena związanego z nimi ryzyka może być trudniejsza. Co do drugiej kwestii, sprawa jest prosta: wszystkie podmioty, zarówno te, które są u nas tworzone, jak i te, które mają przyjść z zagranicy, podlegają dyrektywie Unii Europejskiej dla funduszy otwartych, czyli takich, które są powszechnie dostępne i cały czas można dopłacać do nich pieniądze.

Tylko takie będą mogły wejść na nasz rynek?

Tak.

Ale otworzyliśmy przecież granice nie tylko dla firm z Unii, ale dla całego Europejskiego Obszaru Gospodarczego, czyli np. Norwegii czy Szwajcarii oraz państw OECD.

Reklama
Reklama

To prawda. Ale dotyczy to tylko tych funduszy, które spełniają wymogi unijnej dyrektywy, nawet w przypadku gdy w kraju, z którego pochodzą, ona nie obowiązuje.

Jakie są najważniejsze założenia tej dyrektywy z punktu widzenia inwestorów?

To są pewne standardy bezpieczeństwa dla funduszy. Zgodnie z nią, wszystkie fundusze muszą podlegać nadzorowi państwa. Dyrektywa określa też limity inwestycyjne, czyli możliwości lokowania pieniędzy uczestników w określone instrumenty. Są też w niej zawarte ograniczenia dotyczące skali zaangażowania w papiery jednego emitenta. Poza tym, dyrektywa mówi, że każdy fundusz musi mieć swojego depozytariusza, czyli bank, który czuwa nad bezpieczeństwem aktywów. Określa też wymogi kapitałowe firmy zarządzającej i jej obowiązki informacyjne w stosunku do uczestników funduszu. To są takie filary działalności funduszy. Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że fundusze polskie i zagraniczne działają na podobnych zasadach. Nie mam podstaw, by twierdzić, że organy nadzoru właściwe dla funduszy zagranicznych działają gorzej od nas.

Tak samo sprawdzają każdy fundusz, jak nasza KPWiG?

W szczegółach ten nadzór może być różny. Ale musi kontrolować, czy fundusze działają zgodnie z prawem. Jednym z najważniejszych dokumentów, jaki musi złożyć przychodzący do nas fundusz, jest opinia właściwego organu nadzoru, że spełnia on wymogi dyrektywy.

Musi mieć Pan duże zaufanie do swoich kolegów pracujących w instytucjach nadzorujących rynek funduszy w innych krajach...

Reklama
Reklama

Nie mam podstaw do tego, żeby go nie mieć.

A kwestia bezpieczeństwa instytucji zarządzających funduszami? Czy ma Pan na tyle dobre kontakty np. z nadzorem luksemburskim, żeby zapytać tamtejszych urzędników, co myślą o firmie X, jakie mają z nią doświadczenia?

Poradzimy sobie z tym.

Z tego, co Pan do tej pory powiedział wynika, że fundusze zagraniczne są tak samo bezpieczne jak polskie.

Zgadza się. To, nad czym my będziemy sprawować nadzór, to sposób dystrybucji funduszy zagranicznych w Polsce. Gdy uznamy, że warunki nie są spełnione, możemy nie zgodzić się na sprzedaż. I później, gdy fundusz będzie już dystrybuowany na naszym rynku, ale uznamy, że działa niezgodnie z zasadami, możemy zabronić jego dalszej sprzedaży. Ważna jest jeszcze jedna rzecz: o ile zasady funkcjonowania funduszy są podobne w poszczególnych krajach, o tyle wymogi dotyczące dystrybucji każdy kraj może ustalić samodzielnie.

Może Pan podać jakiś przykład?

Reklama
Reklama

W Luksemburgu czy w Wielkiej Brytanii można np. dystrybuować fundusze w ten sposób, że jest pośrednik, który kupuje jednostki uczestnictwa we własnym imieniu, ale na rzecz klientów. W praktyce oznacza to, że on jest uczestnikiem funduszu, a klientom sprzedaje coś w rodzaju praw do jednostek uczestnictwa. W Luksemburgu prawa takich inwestorów są określone. U nas nie zostało to nigdzie uregulowane. W związku z tym, jeżeli ktoś w ten sposób będzie chciał sprzedawać fundusze, nie zgodzimy się na to. Bo tak naprawdę uczestnikiem funduszu byłby tylko dystrybutor. Klienci natomiast mogliby wyłącznie korzystać z praw wynikających z umowy z dystrybutorem. Wyobraźmy sobie na przykład, że ten dystrybutor ogłosiłby upadłość. Klienci mieliby wtedy problem z odzyskaniem swoich pieniędzy. Mogliby mieć co najwyżej roszczenia wobec dystrybutora.

Co jeszcze może zadecydować o tym, że Komisja nie wpuści zagranicznych funduszy na polski rynek?

Możemy odmówić zgody wtedy, gdy uznamy, że uczestnicy nie mogliby realizować swoich uprawnień. Fundusz zagraniczny ma obowiązek traktować uczestników z Polski na równi z inwestorami ze swojego kraju. Przykładowo, zasady przyjmowania i wypłacania pieniędzy muszą być identyczne. Podobnie jest z terminami realizacji zleceń. Uczestnik z Polski musi mieć dostęp do tych samych informacji, jakie otrzymują inwestorzy za granicą. Chodzi przede wszystkim o statut i sprawozdania finansowe oraz informacje o wycenie jednostek uczestnictwa. Klienci z Polski muszą dostawać je z taką samą częstotliwością, jak zagraniczni.

Ale gdzie mają szukać informacji o wycenach? W przypadku polskich funduszy jest to bardzo proste, bo publikują je gazety.

To, że gazety publikują wyceny, to jest tylko pewna praktyka, która się przyjęła. Towarzystwa zarządzające funduszami nie mają obowiązku zamieszczać tych informacji w prasie. Muszą je tylko udostępnić uczestnikom w sposób określony w statucie funduszu, np. na swoich stronach internetowych. Dlatego nie możemy zmusić do tego zagranicznych funduszy.

Reklama
Reklama

Ale sytuacja wygląda tak: uczestnicy polskich funduszy mogą sprawdzić w gazetach bieżącą wycenę jednostek uczestnictwa. Dla ułatwienia otrzymują od razu wyliczenia osiągniętych przez fundusz stóp zwrotu w okresach kwartalnych, półrocznych czy rocznych. Na dodatek te same wyliczenia mają od razu dla innych funduszy. Dzięki temu mogą łatwo ocenić, czy dobrze zainwestowali swoje pieniądze. A jak będzie z funduszami zagranicznymi? Gdzie one będą publikowały swoje wyceny? Odnalezienie ich na obcojęzycznych stronach internetowych może być dla niektórych uczestników kłopotliwe.

Informacja o sposobie informowania o wycenach powinna znaleźć się w dokumentach, które fundusze nam przekażą. My będziemy natomiast sprawdzać, czy forma ta jest dla polskich klientów tak samo korzystna, jak dla uczestników zagranicznych. Jest teraz tyle możliwości dotarcia do klienta, że nie martwiłbym się o to. W przypadku funduszy oferowanych w dużych sieciach dystrybucji, takie informacje mogłyby być np. dostępne w punktach obsługi klienta. Jest jeszcze jedna kwestia: każdy fundusz zagraniczny, który będzie chciał sprzedawać jednostki uczestnictwa na polskim rynku, będzie musiał mieć w naszym kraju tzw. przedstawiciela, m.in. po to, aby te wszystkie informacje dostarczać. Są dwie - wprowadzone przez nową ustawę o funduszach - instytucje, które mają zapewnić bezpieczeństwo polskim inwestorom. Pierwsza to właśnie przedstawiciel, a druga - agent płatności, czyli pośrednik przyjmujący wpłaty do funduszu oraz dokonujący wypłat np. z tytułu umorzenia jednostek uczestnictwa.

Powiedział Pan, że nowa ustawa o funduszach inwestycyjnych wprowadziła pewnego rodzaju ograniczenia dla podmiotów zagranicznych. Problem jednak w tym, że ustawa nie weszła jeszcze w życie, a nasz rynek już się otworzył. Załóżmy, że jakaś firma oferująca fundusze przychodzi do Komisji dziś, składa komplet dokumentów. Okazuje się, że są one w porządku, i co wtedy?

Żeby sprawdzić, czy są w porządku musimy się z nimi zapoznać, a na to trzeba czasu.

Rozumiem, że czytacie je, mając nadzieję, że zanim skończycie, nowa ustawa już będzie obowiązywać.

Reklama
Reklama

Nie rozpatrywałbym tego w kategoriach nadziei. My sprawdzamy dokumenty, w przypadku zaś zastrzeżeń do ich treści, zgłaszamy uwagi. Mamy dwa miesiące na ostateczną ocenę i ewentualne zgłoszenie sprzeciwu. Są to sprawy trudne, więc szanse na to, że bardzo skrócimy ten czas, są niewielkie. A to oznacza, że jest duże prawdopodobieństwo, że te wnioski będą już rozpatrywane pod rygorem nowej ustawy. Ustawa ma wejść w życie 1 lipca, przepisy zaś dotyczące funkcjonowania na naszym rynku funduszy zagranicznych z dniem jej opublikowania, czyli jeszcze wcześniej. Poza tym, sytuacje, w których nie mamy żadnych uwag do wniosków, które otrzymujemy od polskich firm zarządzających funduszami, w zasadzie się nie zdarzają. W przypadku zagranicznych będzie pewnie podobnie.

Jak Komisja będzie traktować fundusze zagraniczne? Bardziej restrykcyjnie od polskich, bo nie wiadomo, kto za nimi stoi, czy wręcz przeciwnie - bardziej ulgowo, wychodząc z założenia, że to obcy biznes, obcy rynek?

Ani tak, ani tak. Zakładamy, że pierwsza część roboty, czyli wydanie zgody na utworzenie tych funduszy, została już wykonana przez organ nadzoru, który zrobił to prawidłowo. Chodzi o sprawdzenie konstrukcji funduszu, zasad zarządzania, zasad inwestowania, bezpieczeństwa przechowywania aktywów itd. My mamy sprawdzić, czy nasz uczestnik będzie mógł realizować wszystkie swoje prawa i czy nie będzie pokrzywdzony w stosunku do uczestników zagranicznych.

Wiele firm zagranicznych zapowiedziało, że chce wejść na polski rynek. Dla Komisji oznacza to dużo więcej pracy. Poradzicie sobie z tym?

Jesteśmy dobrze przygotowani merytorycznie. Myślę, że sobie z tym poradzimy. Jeżeli skala zainteresowania polskim rynkiem przerosłaby nasze oczekiwania, musielibyśmy powiększyć nasz departament.

Reklama
Reklama

Ile osób liczy on w tej chwili?

Siedemnaście.

Gdy uczestnik w Polsce jest niezadowolony z działalności TFI zarządzającego funduszem i uważa, że został oszukany, może złożyć skargę w Komisji. Jak będzie w przypadku funduszy zagranicznych?

Powinien zacząć od wyjaśnienia wątpliwości u przedstawiciela funduszu. Tam powinien też złożyć reklamację.

A jeżeli to nie pomoże?

Dalsze kroki będą zależeć od tego, jakie zarzuty ma klient. Jeśli nie otrzymał np. jakichś dokumentów, które już powinien dostać, to może zgłosić się do nas. Bo kwestie te podlegają naszemu nadzorowi. My będziemy to sprawdzać. Możemy nakładać kary na te fundusze, czy w skrajnym przypadku zakazać im zbywania jednostek uczestnictwa w Polsce. Mniej będziemy mieli natomiast do powiedzenia w przypadku skarg na wyniki z inwestycji. To jest rynek, jedne fundusze są lepsze, inne - gorsze. Będziemy interweniować tylko w przypadku, gdy uznamy, że inwestor został wprowadzony w błąd przez dystrybutora.

A co w przypadku, gdy skargi inwestorów będą dotyczyć tych kwestii, za które nie odpowiada polski organ nadzoru tylko tego kraju, w którym fundusz jest zarejestrowany.

Nie możemy wydawać decyzji w tych sprawach. Ale będziemy współpracować z innymi organami nadzoru.

Czy to oznacza, że z każdą skargą uczestnik zagranicznego funduszu może przyjść do Was, licząc na to, że albo ją rozpatrzycie, albo przekażecie w jego imieniu do innego nadzorcy?

Tak jest.

Na co powinni zwrócić uwagę inwestorzy zainteresowani zakupem zagranicznych funduszy? Co powinni sprawdzić? Jak podejść do takich inwestycji?

Po pierwsze, zwrócić uwagę na to, że konstrukcja tego funduszu może być inna od tego, co znają z polskiego rynku. Krótko mówiąc, muszą wiedzieć, co kupują. Po drugie, muszą sprawdzić, w jaki sposób będą otrzymywać informacje o tym, co dzieje się z ich pieniędzmi. Po trzecie, muszą się dowiedzieć, w jaki sposób będzie następowała wypłata pieniędzy po zakończeniu inwestycji. To są najważniejsze sprawy.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama