Od 1 maja na naszym rynku mogą być sprzedawane fundusze, które nie są tworzone w Polsce i nie podlegają nadzorowi Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. KPWiG wydaje tylko zgodę na dystrybucję jednostek uczestnictwa. Czy inwestowanie w takie fundusze jest bezpieczne?
To nie jest do końca tak. Komisja nie będzie wydawać zgody, bo taka nie jest potrzebna. Każdy fundusz, który chce sprzedawać w Polsce jednostki uczestnictwa, musi nas o tym poinformować. Po dwóch miesiącach od momentu przekazania nam takich informacji, może zacząć dystrybucję. Komisji przysługuje natomiast prawo sprzeciwu, jeśli uzna, że działalność zagranicznego funduszu jest niezgodna z polskim prawem. A co do bezpieczeństwa inwestowania w fundusze zagraniczne, to trzeba rozgraniczyć dwie rzeczy: bezpieczeństwo strategii inwestycyjnej i bezpieczeństwo samego funduszu. W pierwszym przypadku jest podobnie, jak z naszymi funduszami: inwestowanie w akcje jest bardziej ryzykowne od inwestowania w papiery dłużne. Trzeba tylko pamiętać o tym, że produkty oferowane przez zagraniczne firmy mogą być bardziej skomplikowane. A to oznacza, że ocena związanego z nimi ryzyka może być trudniejsza. Co do drugiej kwestii, sprawa jest prosta: wszystkie podmioty, zarówno te, które są u nas tworzone, jak i te, które mają przyjść z zagranicy, podlegają dyrektywie Unii Europejskiej dla funduszy otwartych, czyli takich, które są powszechnie dostępne i cały czas można dopłacać do nich pieniądze.
Tylko takie będą mogły wejść na nasz rynek?
Tak.
Ale otworzyliśmy przecież granice nie tylko dla firm z Unii, ale dla całego Europejskiego Obszaru Gospodarczego, czyli np. Norwegii czy Szwajcarii oraz państw OECD.