Produkt krajowy brutto USA zwiększa się o 4,4% rocznie. Miejsc pracy przybywa w tempie najszybszym od początku 2000 r. Inflacja wynosi 2,3%, podczas gdy przed czterema laty sięgała 3,1%. Tymczasem jedynie 29% Amerykanów ankietowanych na początku maja przez Gallupa uznało sytuację gospodarczą za dobrą lub doskonałą. W styczniu odsetek takich odpowiedzi wyniósł 43%. Jednocześnie 54% respondentów uważa, że lepiej gospodarką kierowałby kandydat Demokratów John Kerry.
W sondażu CBS News z końca maja 57% Amerykanów negatywnie oceniło koniunkturę gospodarczą, a 65% odpowiedziało, że kraj idzie w złym kierunku. Przyczyn takich wyników specjaliści upatrują w tym, że dobre wiadomości z rynku pracy nie przedostają się do opinii publicznej przytłoczone złymi wieściami z Iraku i rosnącymi cenami benzyny. Departament obrony poinformował, że w Iraku zginęło 802 Amerykanów, aż 662 po ogłoszeniu przez Busha zakończenia walk w tym kraju. Aż 84% Amerykanów wyraziło sprzeciw wobec tego, co działo się w więzieniu Abu Ghrabib.
Średnia cena benzyny wzrosła w tym roku o 36%, co negatywnie rzutuje na opinię o całej gospodarce. Indeks nastrojów konsumenckich opracowywany przez University of Michigan był w maju najniższy od siedmiu miesięcy. Co gorsze, mimo niskiej inflacji, rosną też ceny innych produktów i usług, z których Amerykanie korzystają na co dzień. Mleko w ciągu roku zdrożało o 4,9%, koszty opieki medycznej wzrosły o 4,7%, ceny w hotelach o 8,8%, a koszty czesnego i opieki nad dziećmi o 7,4%.
Jednocześnie obserwuje się w USA recesję płacową. Zyski spółek wzrosły w ciągu czterech kwartałów do końca marca aż o 32%, najbardziej od 1984 r. Tymczasem średnia stawka godzinowa w przemyśle zwiększyła się w tym okresie jedynie o 2,2%, najmniej od 1987 r. Przy takich statystykach wzrost PKB nie ma najmniejszego znaczenia dla wielu wyborców.