Po nieciekawej poniedziałkowej sesji większość inwestorów liczyła, że wtorek przyniesie większą dawkę emocji. Powrót inwestorów zagranicznych, po świątecznej przerwie, miał przyczynić się do silniejszych ruchów indeksów. Biorąc pod uwagę przebieg sesji z ostatniego tygodnia maja można nawet było liczyć na próbę wybicia wykresu WIG20 ponad poziom luki bessy. Oczekiwania te okazały się jednak płonne i już na otwarciu indeks największych spółek tracił kilkanaście punktów. Pozostała część sesji przebiegła już w nudnej atmosferze przy niewielkich wahaniach kursu i niskiej aktywności inwestorów.

Z technicznego punktu widzenia wykres indeksu znajduje się w istotnym momencie, a najbliższe dni powinny przynieść rozwiązanie sytuacji. Niekorzystne zachowanie się indeksów giełd zagranicznych, ciągłe zamieszanie na rodzimej scenie politycznej oraz bliskość silnej bariery podażowej wyznaczonej przez okno bessy (poziom 1700 pkt) sprawiają, iż prawdopodobne wydają się ponowne spadki WIG20 do wsparcia na wysokości około 1610 pkt. Za takim scenariuszem przemawia także zachowanie większości wskaźników technicznych, które wprawdzie ostatnio rosły, niemniej jednak zwyżki te nie zanegowały wcześniejszych sygnałów sprzedaży. Ponadto, biorąc pod uwagę widoczną słabość strony popytowej, oczywiste jest, że relatywnie wysokie wartości wskaźników informują raczej o krótkoterminowym wykupieniu rynku, ostrzegając tym samym o możliwości zakończenia odreagowania. Gdyby jednak doszło do jakiegoś nagłego zrywu popytu i przełamania oporu, co obecnie wydaje się mało prawdopodobne, wówczas można by oczekiwać kolejnej fali wzrostowej. Zasięg ewentualnej zwyżki nie przekroczyłby raczej poziomów ostatnich szczytów.

Zbliżający się wielkimi krokami sezon ogórkowy może być w tym roku wyjątkowo "gorący", głównie za sprawą zawirowań politycznych. Dlatego też uważam, że do momentu ukształtowania się tradycyjnego jesiennego minimum nie należy spodziewać się większych zwyżek indeksu. Natomiast najbliższe tygodnie upłyną raczej pod znakiem trendu bocznego.