Głównym powodem do twierdzenia, że derywaty są zbyt ryzykowne, są zapewne spektakularne straty, poniesione na nich przez znane instytucje finansowe (patrz tabela). W większości wypadków przyczyną kłopotów finansowych związanych z instrumentami pochodnymi było jednak niewłaściwe nimi zarządzanie. Większość problemów pojawiała się, kiedy osoby odpowiedzialne za portfele derywatów lub za zarządzanie ryzykiem, zaczynały spekulować na wzrost lub spadek cen surowców, kursów walut, poziomu stóp procentowych. Posiadali wtedy pozycje o wielkiej wartości (często kilkakrotnie przewyższające posiadane kapitały), które w przypadku nawet niewielkich zmian cen w niekorzystnym kierunku, powodowały milionowe straty. Kluczem do ograniczania ryzyka, a nie jego potęgowania, jest więc wykwalifikowana i odpowiedzialna grupa osób zarządzających instrumentami pochodnymi. Warto jednak zaznaczyć, że ograniczenie wpływu niekorzystnych zmian cen na wartość naszego portfela ma też pewne minusy. W zależności od instrumentów pochodnych, jakie w tym celu zastosujemy, albo ograniczymy możliwość zarabiania podczas korzystnych zmian cen (np. kontrakty terminowe), albo zostawimy sobie tę możliwość. Będzie się to jednak wiązało z pewnym początkowym kosztem (opcje). Poniżej zaprezentowany jest prosty przykład eliminacji ryzyka walutowego za pomocą kontraktów terminowych.
Załóżmy, że w lipcu spółka A, z siedzibą w USA, otrzymuje wiadomość, że będzie musiała we wrześniu zapłacić 1 milion funtów za towary zakupione u brytyjskiego dostawcy. Bieżący kurs wymiany wynosi 1,6920 dolara za 1 funta, a cena terminowa dla wrześniowych kontraktów na funty brytyjskie wynosi na giełdzie instrumentów pochodnych 1,6850 dolara. Spółka A może zabezpieczyć się przed ryzykiem walutowym (wzrostem wartości funta), zajmując pozycję długą (kupując) we wrześniowych kontraktach futures o wartości 1 mln funtów. Dzięki zawarciu transakcji terminowej cena (pomijając koszty transakcji), którą trzeba zapłacić brytyjskiemu eksporterowi, jest stała i wynosi 1 685 tys. dolarów. Rozważmy następnie sytuację innej firmy amerykańskiej - B. Spółka ta zajmuje się eksportem towarów do Wielkiej Brytanii i ma otrzymać we wrześniu 3 miliony funtów brytyjskich. Firma B może zabezpieczyć się przed ryzykiem walutowym (spadkiem wartości funta), sprzedając (a więc zajmując pozycję krótką) wrześniowe kontrakty terminowe o wartości 3 mln funtów. W ten sposób firma ustala wartość funtów, które wpłyną na jej konto dopiero we wrześniu, na 5 055 tys. dolarów (3 mln x 1,6850).
Gdyby spółki nie zastosowały tych strategii, to nie byłyby w stanie określić wartości transakcji, którą dokonają dopiero za 2 miesiące. Wzrost kursu wymiany do np. 1,7 dolara za funta spowodowałby, że firma A musiałaby wydać 8 tys. USD więcej na zakup funtów, którymi będzie musiała zapłacić brytyjskiemu eksporterowi. Ta sama zmiana dla firmy B oznaczałaby, niestety, że nie zyskała ona 24 tys. dolarów (przypomnijmy, że tutaj zabezpieczano się przed spadkiem kursu). Analogicznie spadek kursu byłby niekorzystny dla spółki A, a "korzystny" dla spółki B. Można więc stwierdzić, że firmy, zabezpieczając się przed ryzykiem walutowym, zamroziły przyszły kurs wymiany, przez co nie stracą na wymianie walut, ale także nie zyskają nic w przypadku korzystnej dla nich zmiany kursu.
Przykład pochodzi z książki: John Hull - "Kontrakty terminowe i opcje - wprowadzenie"