Plan restrukturyzacji Enronu zakłada przekazanie aktywów, które zostały w posiadaniu spółki, wierzycielom, czyli takim instytucjom, jak np. Citigroup czy uniwersytet kalifornijski. Szkopuł w tym, że były potentat branży energetycznej jest winien im ok. 74 mld USD, podczas gdy w gotówce mogą otrzymać ok. 7,4 mld USD, a w akcjach ok. 3,7 mld USD. Jeśli doliczyć do tego ewentualne wpływy z możliwych do wygrania przez Enron procesów wytoczonych niektórym bankom, wierzyciele dostaną co najwyżej ok. 20 centów za każdego dolara. - Zwykle wierzyciele dostają ok. 80 centów za dolara, w tym przypadku musieliby się zadowolić jedną czwartą tej kwoty - mówi, cytowany przez Bloomberga, Praveen Varma, specjalista od bankructw w Moody?s Investors Service. Dlatego też wierzyciele zapowiedzieli już, że nie zaakceptują tego planu.

Łącznie nowojorski sędzia Arthur Gonzalez będzie musiał rozpatrzyć aż 95 zastrzeżeń do projektu restrukturyzacji koncernu energetycznego. Przeważają jednak opinie, że pozytywnie rozpatrzy sprawę. Jeśli to nastąpi, wówczas Enron formalnie wyjdzie spod ochrony rozdziału 11 amerykańskiego prawa upadłościowego w ciągu ok. 10 dni. Jednak rozdział aktywów między wierzycieli może potrwać nawet do końca roku. Wskazuje na to przypadek innego spektakularnego bankruta z USA - koncernu telekomunikacyjnego WorldCom, który uzyskał akceptację planu restrukturyzacyjnego w październiku ub.r., ale w praktyce finalizował proces wyjścia z bankructwa do kwietnia.

Bloomberg