Branża wyjdzie na swoje przy cenie ropy nie wyższej niż 33 USD za baryłkę - powiedział na konferencji w Singapurze dyrektor generalny IATA Giovanni Basignani. W skład tego stowarzyszenia wchodzi ponad 270 linii lotniczych z całego świata.
Linie lotnicze próbują wydobyć się w tym roku z trzyletniej recesji, w wyniku której ich straty sięgnęły 30 mld USD. Ataki terrorystyczne, wojna i wreszcie epidemia SARS spowodowały znaczny spadek liczby podróżnych, co kilka przedsiębiorstw doprowadziło do bankructwa lub na jego skraj.
Ceny paliwa lotniczego, które zazwyczaj stanowi ok. 16% kosztów przewoźników, sięgnęły w połowie maja 48,65 USD za baryłkę, co było poziomem najwyższym od 1990 r.
-W tym roku spodziewaliśmy się pierwszych zysków w naszej branży w obecnym wieku. Ceny ropy mogą jednak zwiększać nasze koszty o 1 mld USD miesięcznie, a to oznacza, że kolejny rok zakończymy na minusie - powiedział Basignani. Dotychczasowa średnia cena ropy sięga w tym roku w Nowym Jorku 36,66 USD, a w Londynie 32,88 USD za baryłkę. Zdaniem analityków, lwia część strat przypadnie na amerykańskie linie lotnicze, natomiast azjatyckie mogą okazać się najbardziej rentowne.
Duże linie lotnicze szukają możliwości obniżenia kosztów, zwłaszcza że coraz bardziej nasila się konkurencja ze strony tanich przewoźników. Okazuje się, że 15 mld USD linie lotniczą płacą za usługi nawigacyjne i korzystanie z lotnisk. Najwyższy rachunek - 5,5 mld USD - wystawia europejska organizacja kontroli lotów Eurocontrol. Basignani uważa, że gdyby wszyscy europejscy kontrolerzy lotów działali tak efektywnie jak najlepsi z nich, to koszty linii lotniczych mogłyby spaść o 20%. W USA usługi tego typu są o 60% tańsze niż w Unii Europejskiej.