Reklama

Jedni pognają za piłką, inni policzą zyski

W sobotę na boiskach Portugalii zmagania o mistrzostwo kontynentu zaczynają największe tuzy europejskiej piłki nożnej. Firmy - nie tylko miejscowe - nie ustaną w kalkulacjach, ile dzięki imprezie zarobią.

Publikacja: 12.06.2004 10:09

Władze Portugalii liczą, że mistrzostwa kontynentu pozwolą ożywić gospodarkę, która w zeszłym roku skurczyła się aż o 1,3%. W jednym z raportów ekonomiści z Banco BPI napisali, że Euro 2004 dołoży w tym roku 0,25 pkt proc. do tempa wzrostu portugalskiego PKB. W ich ocenie, w trzech minionych latach proces przygotowań do turnieju przyspieszał za każdym razem wzrost gospodarczy o 0,2 pkt proc. Unia Europejska prognozuje, że w bieżącym roku PKB kraju z Półwyspu Iberyjskiego powiększy się o 0,8%. Da mu to jednak niechlubne, ostatnie miejsce wśród 25 państw bloku.

Stadiony za miliony

Spośród lokalnych przedsiębiorstw na mistrzostwach prawdopodobnie najwięcej dotąd zarobiły spółki budowlane, takie jak Somague, które pomagały wznosić i modernizować stadiony. Powstało siedem zupełnie nowych obiektów, a trzy kolejne przeszły gruntowny remont i rozbudowę. Na ten cel wydano łącznie 651 mln euro. W przypadku sześciu aren koszty okazały się ponad dwa razy wyższe, niż przewidywano na początku. Chodzą opinie, że "stadionowe" pieniądze generalnie zostały utopione. Tylko mecze z udziałem trzech drużyn - FC Porto oraz lizbońskich Benfiki i Sportingu - potrafią bowiem zapełnić trybuny kibicami. Podczas innych spotkań stadiony zaświecą pustkami, a ich utrzymanie na pewno nie będzie tanie.

Areny piłkarskich zmagań to jednak tylko część dokonanych inwestycji. Oblicza się, że Portugalia, która prawo do organizacji mistrzostw wygrała w 1999 r., łącznie na przygotowania do nich wydała nawet 4 mld euro. Ogromne kwoty poszły na infrastrukturę - np. na rozbudowę portu lotniczego, modernizację szpitali czy szybkie linie kolejowe, które będą służyć przez długie lata. Inwestycje były niezbędne, by przeprowadzić imprezę na taką skalę. Inna sprawa, czy były niezbędne Portugalii.

Co z tą turystyką?

Reklama
Reklama

Tamtejsza opinia publiczna jest podzielona, jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie, czy opłacało się organizować futbolowy czempionat. Około połowy ankietowanych niedawno przez telewizję RTP nie wierzy, by inwestycje mogły się zwrócić. Tylko 32% uważa, że pieniądze wydane na stadiony i infrastrukturę przełożą się na jeszcze więcej euro, które napłyną do Portugalii w przyszłości.

Wielu Portugalczyków liczy, że promocja związana z mistrzostwami pozwoli poprawić w najbliższych latach statystyki kraju dotyczące turystyki. - Taka impreza jak ta, gdzie miliony bądź odwiedzą, bądź zobaczą Portugalię, bez wątpienia będzie mieć pozytywny wpływ - mówiła w ubiegłym miesiącu minister finansów Manuela Ferreira Leite.

Turystyka odpowiada za 11% portugalskiego PKB, który wyceniany jest na 160 mld USD. W przeliczeniu na jednego obywatela kraj odwiedza mniej więcej tyle samo turystów, ile Hiszpanię. W liczbach bezwzględnych oznacza to jednak czterokrotną przewagę Hiszpanów (prawie 52 mln odwiedzających w 2002 r. według Światowej Organizacji Turystycznej). Sąsiedzi są na dodatek znacznie skuteczniejsi w wyciąganiu pieniędzy od turystów - tu mają przewagę niemal sześciokrotną (33,6 mld USD w 2002 r.).

Trzytygodniowe żniwa

Dopiero się okaże, czy portugalskie firmy związane bezpośrednio lub pośrednio z turystyką osiągną większe zyski. Na razie pewne jest jedno - pod znakiem wzmożonych obrotów upłyną im najbliższe trzy tygodnie. Szacunki firmowane przez UEFA, organizację zrzeszającą europejskie federacje piłkarskie, która jest współorganizatorem Euro 2004, mówią, że kibice z całej Europy zostawią w Portugalii ok. 260 mln euro. Na święto futbolu ma przyjechać prawie pół miliona fanów. Najwięcej zarobią na nich właściciele hoteli - wśród nich Grupo Pestana, Vila Gale, Gruppo Espirito Santo - i właściciele restauracji - np. Ibersol (należy do niej sieć KFC i Pizza Hut w Portugalii).Zdaje się, że analitycy zajrzeli w kieszeń dosłownie każdej firmie, która może mieć z imprezy jakieś zyski. Pokusili się nawet o tak szczegółowe wyliczenia, że operator autostrad, Brisa-Auto Estradas, dzięki przejazdom fanów z jednego stadionu na drugi zarobi na czysto w bieżącym kwartale 2% więcej, niż gdyby turnieju nie było. Oszacowali też, że Portugal Telecom, do którego należy największy na rynku operator komórkowy TMN, może liczyć na 5 mln euro ekstra z opłat roamingowych.

Dla większości firm z Portugalii zarobek związany z mistrzostwami będzie jednorazowy. Wiele przedsiębiorstw z całego świata jest natomiast przyzwyczajonych, że regularnie co dwa lata (finały w Europie i finały światowe) ich obroty na pewien czas wzrastają. Producenci sprzętu sportowego, firmy medialne, producenci piwa - oni w pierwszej kolejności mogą liczyć, że w związku z turniejem w Portugalii poprawią wyniki finansowe. Wielu jest notowanych na giełdzie, więc może spodziewać się też zwyżki kursu.

Reklama
Reklama

Promocja przez stroje

Jednym z beneficjentów może być niemiecki wytwórca odzieży i sprzętu sportowego Puma. W koszule z logo firmy ubiorą się cztery reprezentacje walczące na boiskach Portugalii - włoska, szwajcarska, czeska i bułgarska. - Euro 2004 to dla nas znakomita okazja do promocji. Spodziewamy się, że głównie dzięki temu turniejowi sprzedaż sprzętu piłkarskiego wzrośnie nam w tym roku przynajmniej o kilkanaście procent - twierdzi rzecznik niemieckiej firmy Tina Heinlein. Akcje Pumy od początku roku zdrożały o ponad 40%.

Także konkurent "zza miedzy" - Adidas - spodziewa się dużych korzyści. W jego strojach wystąpi aż 5 reprezentacji - Francji, Grecji, Hiszpanii, Łotwy i Niemiec. Ponadto wszystkie mecze turnieju będą rozgrywane piłkami Adidasa. Podobnie było podczas Mundialu w Korei Południowej i Japonii w 2002 r. - Tylko w trakcie trwania tego turnieju sprzedaliśmy aż 6 milionów piłek i 1,5 miliona koszulek piłkarskich - wspomina Anne Putz, z biura prasowego koncernu.

Za wierną narodowym tradycjom można uznać reprezentację Anglii, która za dostawcę sprzętu wybrała firmę ze swojego kraju - Umbro. To giełdowy "nowicjusz". Jej akcje zadebiutowały w Londynie 28 maja. Od tego czasu zdrożały o 5,5%, a akcjonariusze mają nadzieję, że oczekiwane sukcesy angielskiej reprezentacji na turnieju w Portugalii przyczynią się do dalszej zwyżki notowań.

Nie tylko jednak producenci sprzętu z Europy ubierają drużyny podczas najważniejszej imprezy piłkarskiej na Starym Kontynencie. Mocną pozycję ma amerykański gigant Nike, który współpracuje z czterema reprezentacjami - Chorwacji, Holandii, Portugalii oraz Rosji.

Pół miliarda z reklam

Reklama
Reklama

Rok, w którym odbywają się igrzyska olimpijskie i piłkarskie mistrzostwa Europy, to tradycyjnie bardzo dobry okres dla stacji telewizyjnych posiadających prawa do transmisji. Analitycy oszacowali, że każdy mecz podczas Euro 2004 obejrzy średnio 280 milionów widzów. Wpływy z reklam emitowanych podczas relacji z turnieju szacują na 500 mln USD. Tym "tortem" spośród spółek giełdowych podzielą się m.in. brytyjska stacja ITV, dzieląca prawa do transmisji z BBC, i francuska Francaise 1, należąca do spółki TF1. W tym roku Stoxx 600 Media Index, grupujący firmy medialne z Europy, zyskał na wartości już 9%. Duża w tym zasługa właśnie tych spółek.

Problemem dla stacji telewizyjnych może być jednak szybkie odpadnięcie drużyny z turnieju, już w fazie grupowej. Dobrze obrazuje to przykład TF1 z 2002 r. Gdy drużyna Francji, faworyt bukmacherów, odpadła w kompromitującym stylu z Mundialu, akcje spółki staniały w ciągu jednego miesiąca o 17%.

Z piwem przed ekranem

Oglądanie meczów to domena mężczyzn, którzy łączą to bardzo często z piciem alkoholu. W domu przed telewizorem lub w pubach, które montują na czas turnieju specjalne telebimy. Dlatego od początku roku wyraźnie rosną notowania browarów. Na przykład akcje duńskiego Carlsberga (właściciel naszego Okocimia) zdrożały od początku stycznia o 14%, podczas gdy indeks Dow Jones Stoxx Food, w skład którego wchodzi też ta spółka, zyskał zaledwie 4%. - Turniej w Portugalii będzie mieć duży wpływ na nasze wyniki - zapewnia Keld Struedahl, dyrektor ds. marketingu Carlsberga. - Warto zauważyć, że w 2000 r., gdy odbyły się poprzednie mistrzostwa w Holandii i Belgii, nasza sprzedaż wzrosła aż o 12%. Teraz liczymy na podobny rezultat - dodaje.

Turniej piłkarski to też okres "żniw" dla właścicieli lokali. Szczególnie tych na wyspach brytyjskich, gdzie wspólne oglądanie meczów w pubach to już prawie tradycja. Tamtejsze centrum analiz ekonomicznych szacuje, że podczas Euro 2004 Brytyjczycy zostawią w pubach, klubach i sklepach z alkoholem aż 116 mln funtów (214 mln USD) i dołożą do produktu krajowego ok. 1,05 mld funtów. Jest jednak pewien warunek. Otóż reprezentacja Anglii musi się znaleźć co najmniej w ćwierćfinale portugalskiego turnieju.

Reklama
Reklama

Do beneficjentów "brytyjskiej tradycji oglądania meczów" będzie z pewnością należeć firma Pubch Taverns, właściciel drugiej co do wielkości na Wyspach sieci pubów. Jej akcje już zdrożały od początku roku o 18%. O 16% wzrósł kurs konkurencyjnej spółki - Mitchells & Butlers, do której należy m.in. popularna w Wielkiej Brytanii sieć barów All Bar One.

Bukmacherzy zacierają

ręce

Duże wydarzenia sportowe sprzyjają też firmom bukmacherskim. Najsłynniejsze z nich - brytyjskie William Hill i Stanley Leisure - już odnotowały od początku roku solidny wzrost kursu, odpowiednio o 28% i 15%. Bukmacherzy muszą bardzo dokładnie ocenić szanse poszczególnych drużyn, aby nie musieli wypłacić zbyt wysokich wygranych. Dla Williama Hilla faworytem rywalizacji jest broniąca tytułu mistrza Europy sprzed czterech lat - Francja. Za każdego funta postawionego na tę drużynę wypłaci 3,75 funtów. Nieco niższe notowania mają Włosi (5,5:1), a potem Hiszpanie i Anglicy (8:1). Najmniejsze szanse - w opinii specjalistów od zakładów - mają Szwajcarzy, Grecy i Łotysze. Jeśli mistrzem Europy zostałaby drużyna Łotwy, wówczas William Hill wypłaciłby za każdego funta aż 501 funtów.

Przyjmowane są również zakłady na to, kto zostanie królem strzelców turnieju. Zdecydowanym faworytem jest francuski snajper Thierry Henry, choć wśród kandydatów do zdobycia tytułu najskuteczniejszego piłkarza Euro 2004 wymienia się też często Holendra Ruuda van Nistelrooya, Włocha Christiana Vieri, Anglika Michaela Owena, Hiszpanów - Raula i Fernando Morientesa oraz kolegę Henry'ego z reprezentacji Francji - Davida Trezegueta. n

Reklama
Reklama

Jak William Hill ocenia

szanse drużyn na wygra-

nie grup eliminacyjnych

GRUPA A

Portugalia 11:10

Reklama
Reklama

Hiszpania 5:4

Rosja 8:1

Grecja 10:1

GRUPA B

Francja 8:13

Anglia 11:5

Chorwacja 9:1

Szwajcaria 11:1

GRUPA C

Włochy 8:13

Szwecja 4:1

Dania 4:1

Bułgaria 17:2

GRUPA D

Holandia 6:5

Czechy 9:5

Niemcy 5:2

Łotwa 40:1

Bilety poszły jak ciepłe bułeczki

Nie muszą się martwić o frekwencję i wpływy z biletów organizatorzy Euro 2004. Tydzień temu poinformowali, że sprzedanych zostało już ok. 95% z 1,2 mln wejściówek na mecze. 350 tys. biletów kupili fani z zagranicy, resztę Portugalczycy. Ci ostatni próbują zrobić na nich dobry interes. Wczoraj brytyjska prasa doniosła, że bilety na niedzielny mecz Anglii z Francją osiągnęły u "koników" w Lizbonie zawrotną cenę 330 funtów (500 euro) za sztukę. Na stadionie Estadio da Luz, który może pomieścić 65 tys. widzów, spodziewanych jest nawet 30 tys. kibiców z Wysp. Przed mistrzostwami organizatorzy liczyli,

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama