Władze Portugalii liczą, że mistrzostwa kontynentu pozwolą ożywić gospodarkę, która w zeszłym roku skurczyła się aż o 1,3%. W jednym z raportów ekonomiści z Banco BPI napisali, że Euro 2004 dołoży w tym roku 0,25 pkt proc. do tempa wzrostu portugalskiego PKB. W ich ocenie, w trzech minionych latach proces przygotowań do turnieju przyspieszał za każdym razem wzrost gospodarczy o 0,2 pkt proc. Unia Europejska prognozuje, że w bieżącym roku PKB kraju z Półwyspu Iberyjskiego powiększy się o 0,8%. Da mu to jednak niechlubne, ostatnie miejsce wśród 25 państw bloku.
Stadiony za miliony
Spośród lokalnych przedsiębiorstw na mistrzostwach prawdopodobnie najwięcej dotąd zarobiły spółki budowlane, takie jak Somague, które pomagały wznosić i modernizować stadiony. Powstało siedem zupełnie nowych obiektów, a trzy kolejne przeszły gruntowny remont i rozbudowę. Na ten cel wydano łącznie 651 mln euro. W przypadku sześciu aren koszty okazały się ponad dwa razy wyższe, niż przewidywano na początku. Chodzą opinie, że "stadionowe" pieniądze generalnie zostały utopione. Tylko mecze z udziałem trzech drużyn - FC Porto oraz lizbońskich Benfiki i Sportingu - potrafią bowiem zapełnić trybuny kibicami. Podczas innych spotkań stadiony zaświecą pustkami, a ich utrzymanie na pewno nie będzie tanie.
Areny piłkarskich zmagań to jednak tylko część dokonanych inwestycji. Oblicza się, że Portugalia, która prawo do organizacji mistrzostw wygrała w 1999 r., łącznie na przygotowania do nich wydała nawet 4 mld euro. Ogromne kwoty poszły na infrastrukturę - np. na rozbudowę portu lotniczego, modernizację szpitali czy szybkie linie kolejowe, które będą służyć przez długie lata. Inwestycje były niezbędne, by przeprowadzić imprezę na taką skalę. Inna sprawa, czy były niezbędne Portugalii.
Co z tą turystyką?