Trend krótkoterminowy zmienił się na GPW na spadkowy. Wielokrotne próby wybicia ponad 1700 punktów sprowadziły ostatecznie WIG20 do 1670 punktów na koniec sesji środowej. Notowania piątkowe trudno brać na poważnie, choć jak na środek długiego weekendu obroty były wyjątkowo wysokie.

Dłuższy niż zwykle weekend skłania do chwili zastanowienia. Na przykład nad Stalexportem - jednym z liderów wzrostów w tym roku. Jeszcze pod koniec kwietnia kurs szedł w górę jak burza. Później coś się zacięło. Szydło wyszło z worka na początku czerwca, kiedy okazało się, że ponad 72,6 mln zł z tytułu udzielonych poręczeń będzie się domagał od spółki Skarb Państwa. Później okazało się, iż poręczeń jest więcej (tylko udzielone Walcowni Rur Jedność wynoszą ponad 304 mln zł). W trzy dni notowania spadły 20%. Jeśli tak jak można było wyczytać z wywiadów z prezesem akcje Stalexportu kupowały fundusze, to mamy kolejny dowód, że o pieniądze klientów na naszym rynku nie zawsze dba się starannie. Nieciekawie muszą się też czuć analitycy BDM PKO, którzy w połowie kwietnia wydali rekomendację "kupuj" i akcje Stalexportu wycenili na 5,45 zł. Teraz kosztują tylko 2,53 zł.

Wracając do koniunktury - kierunek trendu w najbliższych tygodniach pozostaje nierozstrzygnięty. Przynajmniej, jeśli zadecydować ma o nim sytuacja na rynkach zagranicznych. Tam wciąż indeksy drepczą w miejscu. Wybicie na Nasdaq Composite ponad 2 tysiące punktów okazało się fałszywym sygnałem kupna. Czynnikiem decydującym o koniunkturze będzie pewnie tempo i styl, w jakim amerykański bank centralny podniesie stopy procentowe. Że to nastąpi, nikt już nie wątpi. Posiadacze akcji mają jednak nadzieję na działanie delikatne. Takie na przykład, na jakie zdecydował się Bank Anglii. W mijającym tygodniu podniósł podstawową stopę procentową o 0,25 pkt proc., do 4,5%. To czwarta taka decyzja od listopada zeszłego roku. FT-SE 100, indeks giełdy w Londynie, pozostaje w trendzie bocznym. Inwestorzy mają nadzieję, że to się nie zmieni, kiedy do działania przystąpi Alan Greenspan.