Do średnioterminowego rozstrzygnięcia już coraz bliżej. Pojawianie się czasem już nawet ujemnej bazy na kontraktach sugeruje, że pesymizm będący z reguły cechą końcowej fazy spadków, staje się już coraz bardziej powszechny. To oczywiście tylko warunek wstępny poprawy sytuacji. Drugim z nich byłoby pojawienie się przekonania, że obecne ożywienie gospodarcze jest trwalsze niż to, które miało miejsce w 1997 roku. Wtedy również roczne tempo wzrostu PKB oscylowało podobnie jak teraz w okolicach 7%. Sytuacja pod tym względem jest obecnie korzystniejsza przede wszystkim dlatego, że wówczas mieliśmy bardzo wysoki deficyt na rachunku bieżącym. Obecnie jest pod tym względem znacznie lepiej, głównie dzięki wysokiej dynamice eksportu.

Ryzyko walutowe z punktu widzenia inwestorów zagranicznych jest w tej sytuacji mniejsze. Od momentu, gdy Rada zmieniła swe nastawienie z neutralnego na restrykcyjne (27 kwietnia) kurs polskiego złotego zaczął się umacniać tak wobec euro, jak i dolara amerykańskiego. Wydaje się więc, że zapoczątkowany został okres, w którym prawdopodobieństwo aprecjacji kursu naszej waluty zwiększa się, zwłaszcza wobec euro. EBC w przeciwieństwie bowiem do innych banków centralnych (Bank Szwajcarii, Bank Anglii, Bank Australii) nadal prowadzi raczej łagodną politykę pieniężną, co skutkuje niskim poziomem rynkowych stóp procentowych.

W świetle powyższych uwarunkowań walutowo-makroekonomicznych można sądzić, że niedługo już na warszawskiej GPW powróci wzrost. Zwłaszcza, że to właśnie w czerwcu przypada dołek cyklu 11-miesięcznego. Niestety, na tle lat poprzednich udział akcji w portfelach OFE w momencie formowania się dołka cyklu jest już stosunkowo wysoki. Do nowej fali hossy muszą się więc przyczynić inni, niż krajowe fundusze emerytalne, inwestorzy instytucjonalni.

Zwróć uwagę:

TP - pod względem wskaźnika P/BV spółka wyceniana jest z 50-procentowym dyskontem w stosunku do firm telekomunikacyjnych ze strefy euro.