Niemcy nie podejdą do negocjacyjnego stołu, dopóki KE nie przedstawi innej oferty odnośnie do ram finansowych dla Unii na okres 2007-2013. Tak zakomunikował ostatnio w Brukseli niemiecki ambasador Wilhelm Schönfelder. Niemcy, a także Francja, Wielka Brytania, Holandia, Austria i Szwecja sprzeciwiają się propozycji Komisji, by zwiększyć unijny budżet o 4,5% rocznie. Schönfelder tłumaczy stanowisko swego kraju tym, że Niemcy wpłacające najwięcej do budżetu UE, stoją przed obliczem konieczności dokonania cięć w finansach narodowych. - Trudno byłoby więc wytłumaczyć naszym obywatelom, że musimy wpłacić jeszcze więcej do unijnej kasy, podczas gdy obcinamy własną - powiedział.
- Podczas dyskusji na temat konstytucji nie było tak naprawdę kwestii kontrowersyjnych. Przy omawianiu budżetu, sprawa staje się trudniejsza, bo gdy chodzi o pieniądze, nie ma już przyjaciół - powiedział wysokiej rangi dyplomata niemieckiej misji przy UE. Przyjęta w ostatni piątek unijna konstytucja kosztowała pół roku debat 25 krajów i niepowodzenie poprzedniego, grudniowego szczytu UE w Brukseli. Ostatnia dyskusja na temat tego, kto ile powinien wpłacić do wspólnej kasy, trwała całą noc. Ramy budżetowe na okres 2007-2013 powinny być uzgodnione przed końcem 2005 r. tak, by bez przeszkód mogły wejść w życie od 1 stycznia 2007 r. - Nie ośmieliłbym się prognozować, kiedy mogą zakończyć się negocjacje w tym zakresie. Jeszcze ich nawet nie rozpoczęliśmy - stwierdził, cytowany przez portal Euobserver Wilhelm Schönfelder.