Choć WIG20 od czterech dni rośnie, na rynku mamy marazm. Tak jak nie było chętnych do sprzedawania w pierwszej połowie czerwca, tak i teraz niewielu chce kupować. Dlatego obroty oscylują wokół 200 mln zł. Stan w jakim znajduje się rynek dobrze obrazuje wczorajsza sesja - indeks największych po pierwszych dwóch godzinach notowań osiągnął 1700 pkt, po czym utknął. To była miniatura często spotykanego na GPW schematu - jednego dnia notowania mocno rosną, później następuje kilka dni męczarni. Tym razem wyjątkowo pomagają nam także giełdy zagraniczne, które również znajdują się w trendach bocznych. W tej sytuacji dobrym pomysłem wydaje się spojrzenie na mistrzostwa Europy. Czesi i Anglicy grają naprawdę nieźle...
W tle tego schematu jest kończący się kwartał. Niską aktywność rynku można wykorzystać do podciągnięcia kursów, żeby w końcowych zestawieniach jakość to wypadło. Szczególnie, jeśli ma się w portfelu dużo KGHM, albo Stalexportu. Wykres tego pierwszego wybił się w górę z 7-tygodniowej konsolidacji.
Dziś kolejne starcie z poziomem 1700 punktów. Jednocześnie nad wotum zaufania dla Marka Belki głosował będzie Sejm. Rozstrzygnięcie chyba wszyscy już znamy - nie zdziwiłbym się, gdyby "klepnięcie" premiera wywołało falę realizacji zysków. Trudno bowiem przypuszczać, żeby Marek Belka był w stanie zrobić coś szczególnie pożytecznego dla gospodarki. Plan Hausnera udało już się rozmyć.
Realizacja zysków to będzie chyba najgorszy z możliwych scenariuszy - oznacza bowiem utrzymanie na rynku trendu bocznego. Także polskie obligacje są blisko wybicia w górę z konsolidacji. Podobnie jak WIG20 znajdują się w pobliżu poziomów oporu.
Do zapoczątkowania nowego trendu brakuje jednego impulsu. Może go dać RPP. Po majowych danych dotyczących produkcji przemysłowej i budowlanej (spadek o 13,4% rok do roku), oraz sprzedaży detalicznej przekonanie o trwałości wzrostu gospodarczego zostało zachwiane. To może być pretekst dla RPP do powstrzymania się przed podwyżką stóp, a wyklucza ich podniesienie o 50 pb.